niedziela, 9 października 2011

Wyborcze metafory

Postanowiłem zestawić najważniejsze biorące udział w wyborach partie polityczne w nietypowy sposób - przypisując im zdjęcia z mojej kolekcji, wraz z moimi komentarzami...

Partie zostały umieszczone w kolejności ich list wyborczych.

Prawo i Sprawiedliwość
"...Żadne krzyki nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne... " - prezes Jarosław Kaczyński. A więc białe jest białe, a czarne jest czarne. Przepraszam - czarne jest białe, a białe jest czarne. Albo na odwrót. W sumie nieważne - liczy się to, że jest białe i czarne. I jest czerwona róża - symbol komunistycznego układu? A może miły gest od wyborców?

Bo białe jest białe, a czarne jest czarne...
Polska Jest Najważniejsza
Bo Polska jest najważniejsza. Polska to nasz wielki, zbiorowy obowiązek. A więc my też musimy być wielcy. Pij mleko - będziesz wielki!

Pij mleko, będziesz wielki...
Sojusz Lewicy Demokratycznej
Towarzysze, ludu pracujący! Złe siły, o których wiadomo komu służą i kto za nimi stoi, chcą w swojej imperialistycznej arogancji podeptać prawa do godności, równości, wolności i wolnego kapitalizmu. Ale jeśli ktoś podniesie rękę na te wartości - to nasza władza mu tę rękę obetnie. Razem zepchniemy wrogie siły w otchłań politycznego niebytu. Czerwony pług już mamy!

Porządki na scenie politycznej czas zacząć...
Ruch Palikota
Jesteśmy stanowczo za ograniczeniem roli Kościoła w życiu publicznym - to niedopuszczalne, że Kościół reklamuje się nawet na billboardach. A poza tym chcielibyśmy nieco przewietrzyć polską scenę polityczną, gdyż obecnie różnice między poszczególnymi partiami są bardzo zamglone...

Promocji Kościoła stanowcze nie! ;-))
Polskie Stronnictwo Ludowe
Zielony kolor to życie, ekologia, natura - nasz świat. Świat jest i będzie wieczny, a nasze Stronnictwo także. Istniejemy już od 116 lat i zawsze znajdziemy wyjście z każdej sytuacji i wejście do każdej koalicji.

Zawsze znajdziemy wejście i wyjście z każdej sytuacji...
Platforma Obywatelska
Masz pytania? Znamy wszystkie odpowiedzi. Rządzimy Polską i wiemy o tym kraju wszystko. Odpowiemy ci na każde pytanie, bo los naszego kraju, integracja europejska i budowanie silnego, sprawnego państwa to nasze priorytetowe cele. O Polsce wiemy wszystko. A przynajmniej tak nam się wydaje...

Masz pytania? Znamy odpowiedź. Tylko nie pytaj...
Nowa Prawica Janusza Korwin Mikke
Unia Europejska nie ustaliła rozmiaru i krzywizny koryta władzy, dlatego świnie pchają się do koryta masowo. Jesteśmy za likwidacją koryta. Pieniądze są dla ludzi, a nie dla władzy. Państwo powinno być jak dobrze prowadzony sklep, a nie jak dom publiczny. Kasa przyjmie, kasa wyda, kasa wykazuje. Czas zrobić remanent.

Kasa przyjmie, kasa wyda, kasa wykazuje...

Niebieskawy wieczór

I aby zamknąć cykl cofam się o 10 lat do modułu o ówcześnie wielkiej rozdzielczości jednego megapiksela w kamerze wideo SONY. To zdjęcie pochodzi z Pragi i przedstawia wczesną fazę koncertu fontannowego - puszczano wtedy Conquest of the Paradise Vangelisa. Praskie koncerty światła i dźwięku są znane na świecie, dlatego wybraliśmy się tam w czasie służbowego pobytu w Pradze.

Moduł zdjęciowy kamery SONY
W tym przypadku nie było wiele robionych zdjęć, gdyż sporą część koncertu spędziłem rejestrując go na kamerze jako film. To zdjęcie zostało wykonane w początkowej fazie koncertu, druga cześć zdjęć została wykonana w nocy, w fazie końcowej, gdy skończyła się taśma w kamerze i nie moglem dalej nagrywać filmu.

sobota, 8 października 2011

Niebieska stacja

To już nie do końca taki niebieski motyw jak na poprzednich zdjęciach, ale pora też wygasić to zniebieszczenie. Tym razem zdjęcie zostało zrobione w czasie zimowego wyjazdu fotograficznego - uwaga - nad morze. Dokładnie, nad morze, a nie w oblegane w zimie góry :-) To jest stacja benzynowa na drodze z Redy do Władysławowa.

Nikon D700
Zdjęcie zostało zrobione, z tego co pamiętam, w czasie przyjazdu z Warszawy, gdy dojeżdżałem już na miejsce. W pewnym sensie zatem cofamy się z porą dnia, w porównaniu do zdjęcia fontanny (rekin się nie liczy, gdyż był sfotografowany w zawsze ciemnym pomieszczeniu). Dobiorę zatem kolejne zdjęcie, zrobione o jeszcze bardziej bladym zmierzchu :-)

piątek, 7 października 2011

Niebieski rekin

Idąc dalej zanurzamy się pod wodę i trafiamy, jak to w Warszawie, na rekina. Oczywiście rekin jest niegroźny, bo umieszczony za szybą o grubości 15 centymetrów. Poza tym nie jest zbyt wielki, więc głowy by zapewne nie obciął, co najwyżej rękę - lub coś innego, ale to już tylko u panów ;-) W sumie, to może nawet ręki nie byłby w stanie :-)

Nikon D90
Zdjęcie pochodzi oczywiście z warszawskiego ZOO i zostało wykonane niedługo po tych prezentowanych w ciągu ostatnich dwóch dni. Akurat zestawiła się z tego niebieska seria, przypadkowo wykonana w podobnym okresie czasu. Poszukam kolejnych zdjęć, może znajdę jakieś inne niebieskie motywy ;-)

czwartek, 6 października 2011

Niebieska woda

Nikon D90
Schodzimy trochę niżej pod most (nawiązując do pokazanego wczoraj zdjęcia mostu) i osiągamy powierzchnię wody. Zdjęcie pochodzi z tego samego dnia i z tej samej wyprawy, ale dokumentuje oczywiście inne miejsce - zespół fontann przy Skwerze 1 Dywizji Pancernej, u podnóża Starego Miasta. To spory skwer  posiadający bardzo rozległy park fontann.

Było co fotografować, bo fontann jest tam wiele i podświetlane są na różne, dynamiczne sposoby. Wybrałem akurat zdjęcie bardzo przybliżone, pojedynczej dyszy. Kolorystyka była podobna do zdjęcia wczorajszego mostu, więc daję dziś te zdjęcie jako drugie w zestawionym ad hoc cyklu.

Nie zauważyłem zresztą, tak na marginesie, aby fontanny te były podświetlane w inny sposób niż na niebiesko ;-)

środa, 5 października 2011

Niebieski most

Dawniejsze mosty w Warszawie były szare i smutne, ale od pewnego czasu mosty są iluminowane, a niektóre nawet na kolorowo. Tak jest z mostem Śląsko-Dąbrowskim. W czasie ostatniej letniej wyprawy rowerowej z Bemowa na Stare Miasto miałem okazję sfotografować ten most w niebieskich barwach.

Nikon D90
Obiekty fotografowane nocą wyglądają zupełnie inaczej niż w dzień, szczególnie gdy są oświetlone. Bardzo dobrze widać to na przykładzie mostów. Za dnia oświetlone są raczej z góry, więc ich spód pozostaje w cieniu. W nocy właśnie spód i boki są iluminowane. Most jawi się pod względem oświetlenia - poniekąd - w negatywie ;-)

wtorek, 4 października 2011

Mgła na dole

A to zdjęcie wykonane kilka dni wcześniej w Warszawie - tym razem mgła jest na dole, czyli na nizinie. Taka typowa listopadowa mgła. Może bardziej niż typowa - bo faktycznie wszechogarniająca miasto. Wybrałem się na spacer aby popstrykać mgliste motywy. Oto brama zamykająca wjazd dla dostawców towaru do jednego z centrów handlowych. Normalnie byłaby mniej ciekawa, ale mgła doskonale ją eksponuje z tła. Przez co sama brama zyskuje na znaczeniu :-)

Nikon D90
Nocne zdjęcia we mgle mają dodatkowy atut. Stonowanie zdjęcia to jedna zaleta mglistego krajobrazu, ale drugą jest zmiękczanie światła. Lampy, które w normalnych warunkach by świeciły niczym gwiazdy, teraz stają się rozproszonymi źródłami światła. Nadaje to zdjęciom dodatkowego nastroju.

poniedziałek, 3 października 2011

Mgła na szczycie

Bywa, że nawet na szczycie złapie nas mgła - to nawet bardziej prawdopodobne, bo w górach pogoda lubi płatać figle. Dla fotografa to oczywiście utrata pięknych i dalekich widoków, ale zarazem szansa na złapanie czegoś niejasnego, rozmytego i tajemniczego. Tak mi się przytrafiło pewnej zimy gdy byłem na sesji zdjęciowej w Zakopanem. Wjazd na Kasprowy okazał się bardzo mglisty :-)

Nikon D90
Zamglone zdjęcia świetnie nadają się na stonowane tapety komputerowe - mgła sprawia, że nie ma jakiś większych kontrastów, na tle których ginęłyby ikonki rozmieszczone na pulpicie. W tym przypadku mamy więc potencjalną bitmapę o jasnych kolorach. Dodatkowo, mgła tworzy przyjemny efekt barwnej perspektywy, tylko w stosunku do tej słonecznej jest ona szaleńczo skrócona ;-)

niedziela, 2 października 2011

Może mrożę morze?

Koniec falochronu portowego
Zazwyczaj ulegamy tradycyjnym szlakom wypoczynkowych migracji. W lecie - ciepła plaża i morze. W ziemie - mroźne góry - a dla miłośników nart okazja honorowego połamania rąk i nóg. A ja to odwróciłem - pojechałem w zimie nad morze :-)

Był luty zeszłego roku i zima trzymała cały kraj bardzo mocno w swoich białych szponach. Zaspy piętrzyły się przy drogach wysokie na dwa metry - dalej się nie zapuszczałem, więc nie wiem czy gdzieś były większe, ale zapewne tak ;-) W taką pogodę zjawiłem się we Władysławowie. Samo miasto, jak to miasto, pod śniegiem. Tak jak każde inne miasto w Polsce. Ale przecież Władysławowo to także port.

Drabinka na falochronie
Zupełnie inaczej się idzie przez znane miejsca, które się pamięta jedynie z gorącego lata. A po letnim klimacie, podobnie jak po rzeszach turystów, nie został nawet ślad. Droga na plażę też nie jest taka łatwa jak w lecie, bo śniegu jest pół metra i trzeba przez niego się przekopywać butami. Nikt tego nie odśnieżał, bo i nie ma dla kogo. Nikt nie chodzi po plaży zimą.

Falochron portowy pokryty jest śniegiem - wszystko w tonacji szaro-szarej. I tylko nieliczne barwne elementy nieśmiało przypominają lepsze czasy. Jeśli nie rozepnę ciepłej kurtki, to te "lepsze czasy", które mam w sobie, także zostaną przy mnie ;-)

Port w lecie pełen jest mew i kutrów rybackich. W zimie także. Tylko, że ptakom jakoś nie chce się latać. A kutrom nie chce się pływać. A wodzie, o konsystencji lodowej zupy, nie chce się falować. Chmurom nie chce się odsłaniać nieba. Temperaturze nie chce się podnosić. Tylko mnie musi się chcieć iść dalej. Ja tu stanowczo nie pasuję ;-)

Największy lodowy koktajl Europy ;-)

Wpełzalnio-zjeżdżalnia
Koniec falochronu zachęca do wejścia na mini platformę widokową. To tylko dziesięć schodków. W lecie tylko, a w zimie:  jejku, czemu aż tyle? Jest poręcz - ale tylko z jednej strony. Niedobrze. Są schodki - ale czy na pewno schodki? A może bardziej lodowa zjeżdżalnia? A mówiąc fachowo: wpełzalnio-zjeżdżalnia. Dokonuję niezbędnych czynności mających zabezpieczyć integralność mojego ciała i przestrzenną strukturę mojego sprzętu fotograficznego. I wchodzę, a dokładniej: wpełzam, powoli na te "schody". Na początku jest łatwiej, bo trochę schodów za schodów zostało. A potem zaczynają się dopiero prawdziwe schody.


Punkt orientacyjny - sponsor: Orange.
Wchodzę po schodach, Niepewnie i ostrożnie, ale normalnie - stopami do przodu, jak precyzuje zapewne stosowna dyrektywa Komisji Europejskiej. W połowie drogi czeka mnie zasłużona nagroda. Butelka wódki gorzkiej żołądkowej - w sam raz na zimową wspinaczkę. Milo, że ktoś ją uprzejmie zostawił. To takie demo ludzkiego serca. Jak się okazuje - pustego serca. Butelka jest oczywiście pusta - i do tego złośliwie przymarznięta do schodo-zjeżdżalni. To taki punkt orientacyjny - uwaga, od tej pory będzie gorzej. A więc teraz wpełzam - odpełzam. Wpełzam - odpełzam - spełzam. Trzymam się - wypinam się. Wpełzam - przepełzam - spełzam - wpełzam i w końcu dopełzam na platformę.

Z platformy rozciąga się mroźny widok na to, co w lecie było szarym betonowym lasem zabezpieczających falochron betonowych bloków. W ziemie są częściowo przyprószone śniegiem i w efekcie przypominają stado jakichś koszmarnie spasionych pingwinów.

Pingwiny też mają swój beton...
Jestem prawdopodobnie na najwyżej położonej na północ platformie obywatelskiej w kraju. Platforma jest co prawda zielona, ale potraktuję to, z punktu widzenia dzisiejszych czasów, jako piękny ukłon dla koalicjanta. Właściwy pomarańczowy kolor ma tylko butelka wódki - jak najbardziej słusznie. Kto ma tu wódkę, ten ma władze ;-) A widok stąd roztacza się bardzo dynamiczny i bardzo polityczny.

Metafora polityki
Toż to wspaniała metafora polskiej polityki. Z jednej strony beton. Twardy i mocno ze sobą powiązany. Ale jakże niewinny - bo popisowo wybielony. Wygląda jak lukrowane ciasteczka. Z zewnątrz niby wszystko dla ludzi, a w środku - wiadomo jak jest. Z drugiej - fala niezadowolenia, rozbijająca się o betonowy układ. Piana, która wytryskuje, jest jak oprawa medialna. Wszystko grzmi i huczy - i nadal nic się nie zmienia ;-)

Stoję u władzy, na koalicyjnej platformie, i podziwiam tą polityczną aktywność. Przynajmniej do czasu, gdy mam już dość polityki. Wypełzam i spełzam na dół. I wracam. Mroźno, zimno, ale ciekawie. Mijam początkowy odcinek falochronu i oglądam się ostatni raz za siebie.

Unijny beton
O, kolejny kolorowy akcent. Unia Europejska jest tutaj. A jakże. Kolejny program, kolejna biurokracja, kolejny betonowy urzędnik sprawdzający formalizm opasłego wniosku o unijną pomoc. Betonowy urzędnik przekuty w betonowy falochron.

Przynajmniej raz unijny beton się do czegoś przydał ;-)

Zrobiony w...

No, niestety, nie wypada mi kończyć dzisiejszego tytułu - ale każdy dopatrzy się na zdjęciu o jakim elemencie może być mowa. I od razu dodam, że to tylko gra słów, bo akurat w czasie sesji w pszczyńskim pałacu nic takiego "zrobionego" nie nastąpiło. Ale eksponowana tam rzeźna była okazją by sportretować wraz z nią mojego synka, którego mina na tym zdjęciu jest po prostu bezcenna :-)

Nikon D90
Jak to w przypadku takich rzeźb bywa, ludzie dotykają ich co bardziej intymnych miejsc - moim zdaniem w przeświadczeniu, że to przyniesie im szczęście. W Pradze u podnóża zamku na Hradczanach, jest rzeźba mężczyzny przytłoczonego czaszką. Jego jądra są aż świecące od dotyku turystów. Ale chyba najbardziej znaną dotykanymi rzeźbami w Pradze są dwie tablice u podnóża pomnika św. Jana Nepomucena na Moście Karola. Tak jest siła perswazji ;-)

sobota, 1 października 2011

Zrobieni w balona

Nikon D90
Skoro na początek roku szkolnego dałem zdjęcie konia, który by się uśmiał (z naszego systemu edukacji szkolnej), to jakieś adekwatne zdjęcie wypadałoby dać też na rozpoczęcie roku akademickiego. Mnie edukacja studencka kojarzy mi się z bardziej racjonalna - bo i ludzie edukowani są doroślejsi, a tematyka jest już ograniczona do bardziej konkretnej dziedziny. To nie szkoła, tłocząca edukacyjny spam wszystkim po równo do głowy.

Po namyśle wybrałem zdjęcie, które może być podwójnie drażniące. Po pierwsze, jest z okresu wakacyjnego, a jego koniec na pewno nie napawa nas optymizmem ;-) Po drugie - symbolizuje robienie absolwentów szkół wyższych w balona. Bo taka jest - w uproszczeniu - nasza edukacja. Kształcimy studentów  którzy potem nie znajdują zatrudnienia, lub pracują poza zawodem.

W moim przypadku to jeszcze racjonalne - po skończeniu filozofii nie mam raczej nadziei na pracę "w zawodzie" (jakkolwiek by ten zawód definiować). Ale wiele osób kończy bardzo konkretne studia. Można powiedzieć, że to zdjęcie ma jeszcze jedno metaforyczne znaczenie - symbolizuje upadek z wysokości marzeń na głęboką wodę realnego życia. I pozostaje jedynie zarzucanie wędki w nadziei złowienia jakiejś sensownej pracy ;-)

A zatem znalazłem zatrudnienie po studiach jako specjalista od dorabiania filozofii do zdjęć ;-)

piątek, 30 września 2011

Koniec wakacji (wersja studencka)

Nikon D90
No i dobiliśmy do końca kolejnych wakacji, tym razem studenckich. Dzieciom ze szkół zafundowałem Krzyż Pański o zachodzie słońca na ostatni dzień wakacji. Dla studentów mam więc propozycję wyższych lotów - widok z dołu na bocianie gniazdo, a poniżej taka drogowa metafora końca ;-)

Zdjęcie to zostało wykonane podczas mojej dłuższej wycieczki rowerowej, gdy zatrzymałem się przy małym wiejskim sklepiku. Być może, gdyby tylko tędy przejeżdżał, nie miałbym czasu na analizę tego planu zdjęciowego i dopatrzenie się tak ciekawego motywu w tym zestawieniu. Ale zatrzymałem się. Dlatego warto robić częste postoje w czasie takiej wycieczki, jeśli tylko czujemy, że okolica może być fotogeniczna. Ocenę tej fotogeniczności najlepiej robić na spokojnie, a nie - dosłownie - w drodze.

czwartek, 29 września 2011

Analogowe pożegnanie lata

Kończą się wakacje studenckie, więc zamieszczę zdjęcie wykonane bardzo dawno temu, w epoce prehistorycznej - czyli w czasach fotografii analogowej. Zdjęcie pochodzi z tego samego rejonu, który odwiedzam od lat, ale - w przeciwieństwie do zamieszczanych zdjęć nocnych - ta fotografia wykonana została w bazie wypadowej.

Zenit TTL, obiektyw 50 mm, około roku 1986.
Fotografia analogowa to były czasy, z dzisiejszego punktu wodzenia, bardzo niewygodne dla fotografującego. Zdjęcie było owiane tajemnicą aż do wywołania kliszy. A kisza zawierała tylko 36 zdjęć, więc należało myśleć nad zrobieniem każdego zdjęcia. Nie uważam aby to myślenie było zaletą - myśleć i tak trzeba, ale lepiej mieć szeroki wybór niż szczupły dorobek zdjęciowy. Dziś przynajmniej nie jesteśmy ograniczeni ilością możliwych do wykonania zdjęć. A staranne przemyślenie planu zdjęciowego i tak nie daje gwarancji na sukces w jednym strzale. Dlatego lepiej zrobić więcej ujęć.

środa, 28 września 2011

Nocne lato - w okularach...

Wreszcie doczekałem się pomocy - a znalezienie okularów podczas nurkowania w masce potrwało kilka minut. Prąd szczęśliwie zniósł je kawałek dalej i dzięki temu nie rozdeptałem ich wychodząc z wody. Mogłem zabrać się za wykonywanie zdjęć, choć nie do końca suchy wolałem dość szybko zwinąć plan zdjęciowy.

Nikon D700
O ile latarki o dużej mocy, które posiadałem, nadawały się do oświetlenia bardziej szerokiego planu, o tyle podwodne latarki nurkowe (o sile 70-110 lumenów) pod wodą działały jako światło punktowe. Dzięki temu można było nimi podświetlić detale na dnie, lub fragment dna jako tło dla detalu fotografowanego na powierzchni wody. W warunkach lądowych takie latarki mogą służyć jako doświetlające źródło światła, oczywiście bardziej rozproszonego niż pod wodą.

wtorek, 27 września 2011

Nocne lato - bez okularów...

Na szczęście nie byłem sam w czasie tej nocnej sesji. Towarzyszył mi przyjaciel, który próbował ze mną znaleźć okulary patrząc na dno rzeki oświetlone latarkami. Nie wypatrzyliśmy jednak nic, więc wyszedłem z rzeki, aby nie zadeptać szkieł, a on pojechał po swój sprzęt do nurkowania. Zostałem sam, mokry, w ciemnym lesie, rozświetlanym od czasu do czasu błyskami zbliżającej się burzy. Aby się czymś zająć zebrałem rozmieszczone po drugiej stronie rzeki latarki.

Nikon D700
Przy pomoście zatopionych pod wodą było 7 fotograficznych latarek nurkowych (zaopatrzonych w zmiękczające światło dyfuzory). Oświetlały one fragment dna rzeki oraz nadbrzeżnych roślin. Przy ich pomocy szykowaliśmy plan zdjęciowy. Ja oczywiście w tym momencie bardziej martwiłem się o okulary i o to czy nie zaziębię się w mokrym ubraniu, powoli na mnie schnącym :-)

poniedziałek, 26 września 2011

Nocne lato - widok ogólny

Pamiątka lata i robionych wtedy zdjęć nocnych. Widok mostka na jednej z rzek płynących przez Pojezierze Ełckie. W tym przypadku plan zdjęciowy był podświetlany dwiema  900-lumenowymi latarkami fotograficznymi. To była moja pierwsza nocna sesja fotograficzna realizowana przy użyciu latarek. Nie stosowałem statywu, ale robiłem zdjęcia z ręki, przy czułości ISO 6400.

Nikon D700
Popularnie się mówi, że gdy się zaczyna jakąś działalność, można przejść chrzest. Mnie się taki chrzest zdarzył w czasie tej sesji - i to jak najbardziej dosłowny. Otóż przechodząc po znajdującym się przy brzegu rzeki pomoście (była to przystań dla spływających rzeką kajakami) nagle znalazłem się po pas w wodzie. Po prostu uczyniłem krok w pustkę i wpadłem do rzeki. Odruchowo uniosłem rękę do góry, więc aparatowi nic się nie stało. Ale zostałem w rzece bez okularów...

niedziela, 25 września 2011

Kiedy rząd schodzi do podziemia...

Początek schodów do bunkra
Wiadomo, że chyba każdy rząd posiada coś do ukrycia. A dokładniej - do ukrycia się, na wypadek wojny. Nawet wojny atomowej. Ale mało kto wie, że atomowy bunkier polskiego rządu położony jest niedaleko warszawy. I każdy może tam bezkarnie wejść...

Historia w betonie
Cały kompleks bunkrów zaczął powstawać we wczesnych latach 60-tych. Prace prowadzono aż do lat 80-tych. W roku 2004 przekazano go Kampinoskiemu Parkowi Narodowemu i od tej pory rzuciły się na niego recyklingowe piranie. Z obiektu wycięto i wyniesiono co się tylko dało. Dziś zostały już tylko resztki...

Te same schody trochę niżej
Niektórzy mówią o bunkrze rządowym, inni o centrum dowodzenia obroną przeciwrakietową Warszawy, służącym także do celów ofensywnych i wyposażonym w miejsce do stacjonowania ruchomych wyrzutni rakietowych. Jakkolwiek by nie było, rozmach tej inwestycji może być imponujący. Z wierzchu wygląda skromnie - większa budowla przypominająca szkołę tysiąclatkę i skromny budyneczek garażowy.

Schody zaczynają się w tym garażowym budyneczku. Niewielkie jego rozmiary sprawiają, że mało kto tu zajrzy. Wydaje się bowiem, że malutki obiekt nie mieści w sobie nic poza kilkoma zrujnowanymi pokoikami. Pozory jednak mylą.

Korytarz na górnym poziomie
Ze ścian bunkra odchodzi farba, tworząc coś w rodzaju białych liści betonowej dżungli. Korytarz, do którego wchodzimy, prowadzi do śluzy odcinającej dostęp do bunkra właściwego. Oczywiście po drzwiach pancernych zostało jedynie wspomnienie. Wróciły, podobnie jak wiele innych elementów wyposażenia bunkra, do ekologicznego obiegu gospodarki narodowej ;-)

Oczywiście nie ma żadnego oświetlenia, ani szybów wentylacyjnych, przez które mogłoby się przedostawać światło. Bez latarki nie można tu się poruszać. Mało kto przewidzi konieczność jej posiadania, więc zapewne w tym miejscu droga większości improwizowanych turystów musi się zakończyć.

Sala dowodzenia
Największą salą w bunkrze jest piętrowa sala dowodzenia, do której górnej galerii jest wejście z pierwszego poziomu bunkra.

Galeria na piętrze sali dowodzenia
Cala sala jest wyciszona niczym studio nagraniowe. Zapewne połączenie względów bezpieczeństwa z chęcią zapewnienia ciszy i skupienia osobom, które w tej sali miały podejmować decyzje o skutkach dla całego kraju.

Widok z galerii na parter sali dowodzenia
Schody na dolny poziom bunkra
Pierwszy poziom bunkra pełen jest zrujnowanych, przeważnie pustych pomieszczeń. W pewnym miejscu zaczynają się kolejne schody, prowadzące na drugi poziom bunkra, a trzeci poziom pod ziemią, jeśli liczyć przejście podziemne łączące budynek "szkoły" z bunkrem. Poręcz schodów znikła, widać okazała się dla kogoś poręczna :-)

Na schodach dociekliwe oko zauważy klasyczny przykład pluralizmu politycznego. Jakaś ręka napisała "Faszyzm to wolność", ale druga ręka skreśliła słowo "wolność" i na jego miejscu zacytowała znane słowo generała Cambronne'a i dla podkreślenia ekspresji dopisała wykrzyknik...

Na drugim poziomie można, oczywiście, zwiedzić parter sali dowodzenia. Jest bardziej imponujący, bo widok galerii i wielkiego sufitu jest naprawdę przytłaczający. A może po prostu działa tu ciśnienie ton ziemi i betonu, pod którymi się znajdujemy...

Ogrom sali widziany z jej dna
Sala jest wyposażona na dole w osobne pomieszczenie, zamknięte za szklaną szybą - być może przeznaczone dla telefonistów i obsługi. Na podłodze walają się skrzynki i inne śmieci.

Dolna kondygnacja sali dowodzenia, po lewej, poza kadrem, zaczyna się pomieszczenie pomocnicze
Zaplecze bunkra
Pisuarowe oczy
Na brak widoczności nie mogłem narzekać - zszedłem do bunkra z moimi latarkami, specjalnie przerabianymi do celów fotograficznych. Bardzo jasne, dające równomierne, miękkie światło. Po to, aby można w ich świetle było robić udane zdjęcia lub kręcić filmy.

Mogłem więc swobodnie penetrować cały kompleks i przeglądać po kolei wszystkie pomieszczenia. Trafiłem na pomieszczenie sanitarne, niestety nie nadające się już do normalnego użycia. Po pisuarach zostały tylko "oczy" w ścianie. Kabina toaletowa (nawiasem mówiąc, zwyczajna o ścianach z płyty wiórowej) kryła w sobie obraz nędzy i rozpaczy.


Najwyraźniej ktoś dowartościował się walcząc bohatersko z ceramiką. A może chciał przećwiczyć sceny z filmu "Matrix"? ;-) Obok znajdował się osobny WC, wyglądający jak paszcza jakiegoś przyczajonego drapieżnika.

Paszcza toaletowego drapieżnika
Nieco dalej znajdowała się jakaś centrala łącznościowa lub rozdzielnia prądu - albo wszystko w jednym. Nie jestem niestety elektrykiem. Stanąłem przed ścianą spoglądająca na mnie oczami tarcz przełączników.

Szkielet dawnej elektrotechniki

Nie tylko cała ściana jest ciekawa, ale także jej detale. Dlatego spędziłem tu kilka minut fotografując szczegóły instalacji. Warto było, bo zdjęcia wyszły świetnie.

Connecting People...
Detale na tej ścianie wyglądały bardzo fotogenicznie, więc wykonałem im kilka portretów. Na spłowiałych nieco karteczkach zachowały się starannie kreślone pismem technicznym etykietki. Ktoś kiedyś musiał być tu osobą trzymającą prąd lub łączność. Taki switch-man. A dziś jest tylko - można tak powiedzieć - jedynie zarys całej konstrukcji.

Czytałem o dwóch silnikach Diesla zainstalowanych w bunkrze dla zapewnienia zasilania, ale zostały po nich jedynie fundamenty. Prawa rynku w połączeniu z ludzką przedsiębiorczością potrafią czynić cuda. A szkoda, bo odpowiednio zabezpieczony bunkier byłby cenną atrakcją turystyczną.

Poza głównym bunkrem 
Po obejściu wszystkich pomieszczeń na dole powróciłem na wyższy poziom bunkra, a następnie na pierwszy poziom konstrukcji podziemnej, ponad samym bunkrem.  Oprócz korytarza podziemnego prowadzącego do budynku "szkoły" znajdował się tam łańcuch pomieszczeń, które wyglądały mi na jakieś śluzy albo miejsca odkażania.

Komory do odkażania? System śluz?
Obok bunkra położony jest ogromna podziemna hala, najprawdopodobniej garaż. Między bunkrem a garażem są zlokalizowane liczne pomieszczenia, zapewne magazyny, warsztaty lub kwatery dla obsługi. W tej hali zmieściłby się duży tor gokartowy lub małe pole golfowe ;-)

Wielka podziemna hala, zapewne garaż - przy okazji widać zasięg mojego podręcznego fotograficznego oświetlenia :-)

Zamiast podsumowania

Zwiedzanie bunkra wspominam miło. No, może z jednym wyjątkiem - klimat bunkra mi nie posłużył. W bunkrze jest wilgotno, wszystko rdzewieje. Jest też chłodno. Przeziębiłem się na dobre. W końcu to była wycieczka do takiej trochę większej piwnicy ;-) Ale cóż, taka jest cena eksploracji nieznanych miejsc. W dodatku położonych tuż przy granicy Warszawy.


W bunkrze zagościł także kapitalizm. Nie wszystkie śmieci są rodem z epoki PRL-u. Na jednym z pokrytych rdzą elementów zbrojenia natrafiłem na puszkę po piwie. Tyskie - nasze najlepsze ;-)



Czyżby w ten sposób ktoś chciał nam przekazać smutną prawdę, że nasza niedawna historia to jedynie małe piwo?

Miś jest bardzo grzeczny dziś

I kolejny przykład z warszawskiego ZOO - tym razem udało mi się uchwycić pewne zabawne zestawienie. Z jednej strony - bardzo stanowcze ostrzeżenie. Z drugiej strony - spokojny miś, niewinnie sobie leżący. Coś w rodzaju starego niedźwiedzia, który śpi, ale kiedy się obudzi - to złapie. Oczywiście niedźwiedzie są niebezpieczne, a wypadki śmiertelne w naturze niestety się nadal zdarzają. Ale w tym przypadku sfotografowane zestawienie mimo wszystko nadal pozostaje zabawne :-)

Nikon D90
W warszawskim ZOO tych niebezpiecznych zwierząt jest - mam wrażenie - formalnie mniej niż w ZOO w Gdyni, które odwiedziłem dosłownie kilka dni później. Tam bowiem jest o wiele więcej tabliczek mówiących o zagrożeniu ze strony zwierząt. Co ciekawe, tamtejsze tabliczki są umieszczone nawet w miejscach zdawałoby się całkowicie bezpiecznych - gdy zwierzęta są oddzielone przezroczystą ścianą od gości i nie ma możliwości kontaktu z nimi.

sobota, 24 września 2011

Sponsoring

I dla odmiany po dwóch ostatnich starych zdjęciach, dwa najnowsze (sprzed miesiąca) - wykonane w warszawskim ZOO. Dla większości odwiedzających ZOO to są zwierzęta na wybiegach - zdjęcia robią przeważnie albo im, albo (w przypadku takiej możliwości) uczestnikom wycieczki w czasie kontaktu ze zwierzętami. A ja w czasie takiej wędrówki zawracam uwagę także na różne ciekawe detale. Oto jeden z nich.

Nikon D90
Sponsoring to ciekawa inicjatywa ZOO - szczególnie, gdy jakieś zwierzę pasuje do wizerunku danej firmy. Logiczne byłoby na przykład powiązanie marki mającej lwa w swoim logo ze sponsorowaniem tego drapieżnika w ZOO. Są jednak firmy, które posunęły swoją pomysłowość znacznie dalej - "sponsorując" to, na co inni by w ogóle nie wpadli...

piątek, 23 września 2011

Psia buda

Przypadkiem, inne zdjęcie wykonane w czasie wyjazdu do Kopenhagi. Jak wiadomo, w Kopenhadze jest wiele użytkowanych rowerów (przy dworcach są nawet wielkie parkingi rowerowe, na tysiące jednośladów), ale rower z "budą" dla pasa to było nawet tam coś wyjątkowego. I znów ta wyjątkowość zmieściła się na skromnym pojedynczym megapikselu.

Moduł cyfrowy kamery SONY
Teoretycznie można powiedzieć, że mając kamerę SONY bylem w stanie kręcić filmy, które mogłyby bardzo dobrze uzupełnić te skromnej jakości fotografie. Ale przecież dziś można też kręcić filmy aparatem fotograficznym. Choć, oczywiście, wygodniej jest kręcić kamerą - bo w przypadku Nikonów nie działa niestety autofokus w trakcie rejestrowania filmu, zaś ostrzenie ręczne jest bardzo niepraktyczne. Ale te wady mogą zostać poprawione w przyszłości - i w efekcie dostaniemy do ręki uniwersalny kombajn, stosowany w tych dwóch rolach zależnie od potrzeb...

czwartek, 22 września 2011

Końska reklama

Dziś wspomnienia z dawnych lat - mierzonych wielkością matrycy. Tylko 1 megapiksel i tylko JPG. Szkoda, że nie więcej, ale wtedy to był przecież szczyt techniki. I uchwyciłem tym "szczytem techniki" końską dawkę reklamy pewnego piwa - w Kopenhadze :-) W sumie nie jestem w stanie już dziś stwierdzić, czy ten koń tylko stał jako żywy dodatek do reklamy, czy ten koński wóz pełnił faktycznie funkcję transportową, a raczej transportowo-reklamową ;-)

Moduł cyfrowy kamery SONY
Postęp technologiczny przyzwyczaja nas do coraz lepszych rozdzielczości i do coraz lepszej jakości zdjęć  szczególnie w trudniejszych warunkach, w których dawne aparat bardzo słabo sobie radziły. Przyzwyczajeni do tego dzisiejszego luksusu martwimy się z tego powodu, że nasze dawne zdjęcia są tak prymitywne, w stosunku do obecnych. A nie wszystkie motywy da się powtórzyć. Trzeba więc się cieszyć tym, co mamy.

środa, 21 września 2011

Słup o poranku

Skoro podróżowaliśmy w nocy, to możemy wrócić o poranku do domu i zrobić przy okazji zdjęcie słupa energetycznego. W sumie, to taka historia jest podwójnie oszukana - bo w domyśle zdjęcie powinno być robione gdzieś przy drodze, która wracamy - a wykonane było przy Tesco Mory. Tam jest cała podstacja energetyczna i slupów dostatek...

Nikon Coolpix P6000
W dodatku zdjęcie nie było wykonywane o poranku, ale o zachodzie słońca - ale dla przeciętnego widza różnica może być niedostrzegalna (co najwyżej poza doświadczeniem dosłownym, gdyby widz orientował się w kierunku geograficznym w jakim zdjęcie zostało wykonane o tej porze roku). Ale poza jakimiś naprawdę bardzo znanymi widokami nikt kierunków geograficznych nie skojarzy.

Chyba, że ktoś skojarzy inne aparaty użyte do tego i poprzednich zdjęć - choć, prawdę mówiąc, moglem mieć oba na raz przy sobie... Zatem cała kłamliwa historia jest do zaakceptowania ;-)

wtorek, 20 września 2011

Wieża w czerni

Nikon D90
I, skoro już odwiedziliśmy zamek Krzyżtopór w nocy, pora na kolejne zdjęcie, które jest odlegle geograficznie o kilkadziesiąt kilometrów. Wieża ciśnień w Ostrowcu Świętokrzyskim (co zresztą jest na niej wypisz-wymaluj wypisane), przy wiadukcie na krajowej dziewiątce. I niedaleko stacji Statoil, gdzie można zatrzymać się na hot-doga (wypróbowałem w praktyce)...

Wieża w Ostrowcu jest, z tego co wiem, prosta - ale na tym zdjęciu wyszła jak krzywa wieża w Pizie. To zasługa niewielkiego w tych warunkach przekrzywienia aparatu oraz dodatkowego "skrzywienia" wieży promieniem światła.


To zdjęcie robiłem albo ze stacji Statoil, albo z punktu na trasie 9 w odległości około pół kilometra od wieży. W każdym razie - tak czy siak - robiłem je bezpiecznie, zaparkowawszy samochód. Trudno byłoby robić ostre zdjęcie nocne z jadącego auta, przy czasie naświetlania równym 1/10 sekundy.

poniedziałek, 19 września 2011

Zamek w czerni

Sztuka improwizacji polega na tym aby szybko podejmować decyzje w miarę konieczności, a często także nieobowiązkowej potrzeby. Tak się zdarzyło kiedy wracałem z wyjazdu fotograficznego z Podkarpacia. Jadąc krajową dziewiątką zauważyłem drogowskaz do zamku Krzyżtopór i niewiele się zastanawiając postanowiłem tam pojechać, pomimo, że - jak widać - była już ciemna noc.

Nikon D90
W efekcie zrobiłem kilkanaście zdjęć zamku w nocy. Niestety - nie miałem statywu, ani lepszego do czułych zdjęć nocnych aparatu - więc większość fotografii (zamku z gwieździstym niebem chociażby) nie wyszła niestety. Najlepiej wyszły oczywiście najłatwiejsze zdjęcia przedniej ściany oświetlonej latarnią. Warto było jednak zboczyć te kilkadziesiąt kilometrów, choćby dla samej nocnej przygody...