sobota, 12 listopada 2011

Marsz Niepodległości cz. 1 - zadyma

Temat fotograficzny świeżutki jak gorące bułeczki - albo jak palący się samochód TVN Meteo. Faktycznie, pogoda w Warszawie była "miejscami gorąca". Albo zadymiona. Przedstawiam pierwszą cześć mojego reportażu z Marszu Niepodległości, tę bardziej "wojenną"...

Dodatkowo, siedem wybranych zdjęć z Marszu Niepodległości publikuję od dziś także na moim blogu fotograficznym, na który także zapraszam :-)

Plac Konstytucji
Doszliśmy na Plac Konstytucji od strony metra. Tak nas wysadził autobus - zdecydowaliśmy się nie jechać samochodem, aby mieć swobodę poruszania się i powrotu bez konieczności dreptania do zaparkowanego auta. Poza tym nie było wiadomo jak będzie z parkowaniem. W czasie uroczystości po 10 kwietnia było ciężko z parkowaniem i tylko cudem udawało się znaleźć miejsce. Przeciwna cześć placu była coraz bardziej zajmowana przez policję. 

Policja blokuje wyjazd w stronę centrum.
Na styku kordonu policyjnego, oddzielającego manifestację od lewicowej blokady, zaczęło dochodzić do pierwszych starć. 

Zadyma na pl. Konstytucji.
W ruch szły butelki, kostka brukowa, kamienie i cokolwiek dało się rzucić. Policja użyła gazu łzawiącego, który dochodził także do reporterów znajdujących się w pewnej odległości.

Atmosfera na placu Konstytucji - nieco inna mieszanka gazów :-)
Ofiara ataku gazowego
Niektórzy ucierpieli jednak bardziej. Nie mieliśmy okazji sfotografować nikogo z krwawymi ranami, a takie zdjęcie pojawiło się w Internecie, ale za to udało się uchwycić ofiarę ataku gazowego. I to nawet całkiem zgrabnie, bo na tle armatki wodnej chyba jeszcze rodem z czasów PRL - i kolor zielony, i konstrukcja przypominającą tę z czasów opozycyjnych demonstracji z okazji święta pracy lub rocznic patriotycznych. 

Tym razem zamiast pałowania ofiara doczekała się kulturalnego wyprowadzenia przez policjantów. Czasy się jednak zmieniają, choć armatki wodne chyba nie tak bardzo - przynajmniej niektóre ;-)


Ale zadyma trwa dalej. Policja stopniowo podjeżdża dalej aby zepchnąć zadymiarzy, a w konsekwencji także formującą się za nimi manifestację, z placu Konstytucji.

Policja naciera, powoli ale skutecznie.

Nie zabrakło akcentów prawie jak z placu Tian'anmen. Tam przed czołgiem stał młody człowiek. Polska jednak Chinom nie dorównuje, więc nie ma ani czołgów, ani młodego człowieka, tylko pan w średnim wieku. Ale jakaś forma protestu zawsze jest :-)

Polska miniatura placu Tian'anmen...
A z boku trwa bitwa. Polewaczki pracują. Czystość przede wszystkim. To się nazywa olewanie demonstrantów ;-)
Policyjne olewanie demonstrantów...

Policja spycha demonstrantów systematycznie poprzez plac Konstytucji w stronę Ronda Jazdy Polskiej. My też podążamy w tamtą stronę fotografując walkę na placu. 

Zadyma na placu Konstytucji
Przejście
Nie zaobserwowaliśmy nic specjalnie "wojennego" w czasie przejścia manifestacji dość długą drogą. Nie było zadymy przy ambasadzie rosyjskiej, choć oczywiście wyskandowano odpowiednie hasła. Nie zobaczyliśmy także żadnej rozróby przed kancelarią premiera. Najwyraźniej jednak manifestacja miała charakter pokojowy. 

Malownicze przejście manifestacji.
Wiele razy też wzywano do tego aby wyprzedzający manifestację chowali się za banner czołowy - takie są wymogi prawne. Demonstracja musi się zaczynać od bannera czołowego. Wiadomo, że nie zapanuje się nad wszystkimi uczestnikami, ale organizatorzy robili w tym zakresie co mogli. Przed bannerem znajdowała się głównie grupa reporterów.

Kancelaria premiera w narodowych barwach i narodowej obstawie :-)
Ciekawostka - w czasie przejścia w pewnym momencie padło hasło "kto nie skacze ten za Tuskiem" - więc wypadało skakać, zresztą za Tuskiem nie jesteśmy, widząc jego żałosną indolencję rządzenia. I mówi to wierny wyborca Platformy od lat - od czasu KLD. Dobrze, że wtedy było jeszcze w miarę jasno, i mogłem zauważyć, że mój kolega skacząc zgubił muszlę oczną z wizjera aparatu. Podnieśliśmy ją i zamocowali. Strata cudem uniknięta :-)

Plac na Rozdrożu
Ponieważ dzisiejszy reportaż ma charakter "wojenny" więc przeskakujemy od razu do Placu na Rozdrożu, gdzie rozegrała się bardziej gorąca, choć mniej spektakularna policyjnie rozróba. Jak to w listopadzie, już ciemno - sceneria bardziej wojenna, bo demonstrujący zadbali o oprawę świetlno-dymną. Z perspektywy całego placu wygląda to imponująco.

Krajobraz przed bitwą...
Tęczowy podnośnik TVN...
Na Placu na Rozdrożu, na kolorowym podnośniku, stoi kamera z TVN. Podnośnik jakby z gejowskiej reklamy, bo prawie tęczowy. Ale nie jest to podnośnik z TVN, tylko innej firmy, po prostu wynajęty przez TVN. Kamer zresztą wiele nie widzieliśmy. Przed pochodem jechał biały furgon z kamerami, ale nie był oznakowany, więc nie wiemy do jakiej telewizji należał, o ile należał do telewizji ;-)

Ciekawe czy tęczowe kolory podnośnika mogły się być może skojarzyć "bandytom" z tęczą na gejowskich paradach. Nie byłbym skłonny przeceniać ich intelektu, ale kto wie czy nie zapamiętali :-)



To jednak nie podnośnik zwrócił ich uwagę ale furgon TVN - który już w pierwszej fazie zaczęli bujać, co zwróciło naszą uwagę. Uchwycamy jeszcze ostatnie pokojowe panoramy.

Karetki pogotowia w pogotowiu...

Najpierw dostało się podnośnikowi z firmy zewnętrznej (czyli spoza TVN). Wybito szybę w szoferce. Podnośnik zaczął się składać. 

Zaatakowany podnośnik wynajęty przez TVN.
Kamerzysta TVN podobno zbiegł, a "bandyci" skopali go i sturlali z nasypu razem z kamerą. Niestety nie było mnie przy tym, więc nie mam tego na zdjęciu ani nie mogę tego potwierdzić. Nienawiść skopiła się na TVN-owskiej pogodynce, a ściślej na samochodzie TVN Meteo. "Bandyci" zaczęli po nim skakać. 

Skoki pogody - na samochodzie TVN Meteo...
I oczywiście powybijali w nim szyby. Ale na tym się nie skończyło. Policja co prawda zaczęła wypychać rozrabiających i dotarła kordonem do zdewastowanego samochodu. Ale potem zawróciła w stronę głównej manifestacji.

Policja chwilowo chroni samochód TVN...
I rozróba znów się zaczęła. Pozwolono wyjechać nieco uszkodzonemu samochodowi z podnośnikiem nie okazując mu dodatkowej wrogości. Widocznie uznano, że nie jest winny, skoro nie należy bezpośrednio do TVN. I po chwili podpalono znienawidzony wóz transmisyjny TVN.

Podnośnik odjeżdża (fragment po prawej), a do wozu TVN już się dobierają...
Wóz płonął bardzo mocno i czuć było ciepło od niego bijące, w związku z tym ktoś zażartował, że po raz pierwszy TVN daje ludziom trochę ciepła. 

Podnośnik już daleko a TVN daje ciepło...
Widok był imponujący, ale ludzie odsuwali się od płonącego samochodu w obawie, że może nastąpić wybuch paliwa. Wcześniej "bandyci" próbowali wóz przewrócić, ale nie udało im się to. Oczywiście w międzyczasie potłukli co się dało, ale do środka się nie dostali.

TVN 24 - gorące wiadomości z kraju...
Samochód TVN Meteo był w tym czasie dalej dewastowany - ktoś wbił w przednią szybę statyw, co wyglądało jak jakaś dodatkowa antena. 

To nie jest radar pogodowy...
Wóz transmisyjny płonął sobie w najlepsze a ludzie robili pamiątkowe zdjęcia.

Pamiątkowe zdjęcia gorącego tematu...
I dopiero wtedy policja przebiła się do płonącego samochodu. Być może potrzebowali czasu na ściągnięcie armatki wodnej, która zaczęła gasić furgon. 

Policja gasi płonący wóz TVN.
Zadziwiające ale dopiero wtedy zapłonął samochód TVN Meteo. Widocznie policja nie opanowała jeszcze sytuacji na miejscu...

TVN Meteo - będzie bardzo upalnie...
Później do akcji wkroczyli strażacy i ugasili oba samochody profesjonalnie, a skodę dogasili pianą. W tym wypadku bicie piany było jak najbardziej uzasadnione. Strażacy nie poprzestali na gaszeniu, ale otworzyli maskę i rozłączyli elektrykę auta - po prostu profesjonalizm.

Straż gasi profesjonalnie...
Potem straż otworzyła na siłę wóz transmisyjny TVN aby sprawdzić czy nie ma tam jakichś ofiar. Oczywiście nikogo w środku nie było. 

Strażacy - spokojni, profesjonalni, efektywni...
Później już nic "zadymiastego" się nie działo. Oto ostatnie zdjęcie z "pola bitwy" - manifestacja została już wtedy rozwiązana i ludzie zaczęli się powoli rozchodzić. 

Już po wszystkim...
Nasza trasa w czasie marszu (z GPS).
Tak wygląda "wojenna" relacja z Marszu Niepodległości. Próbowaliśmy sfotografować lewackie pikiety, ale niestety na żadne nie trafiliśmy. Widocznie policja je bardzo sprawnie rozdzielała od manifestacji której towarzyszyliśmy. Nasz marsz przy Marszu to 7,7 km (wliczając w to powrót na plac Unii Lubelskiej) i 989 zdjęć (u mnie). Trasę marszu mamy dokładnie zapisaną dzięki pieszemu GPS, który oczywiście mieliśmy z włączoną rejestracją śladu. Potem wystarczyło na pamiątkę zgrać całą trasę do komputera. Dzięki temu możemy także dokładnie ustalać miejsca poszczególnych zdjęć.

Sikaczka po sikaniu

Oto detal z "wojennej" strony Marszu Niepodległości. Policyjna armatka wodna po "oddaniu strzału" ocieka resztkami wody. A lało się tej wody trochę w czasie wczorajszego Marszu. Na Placu Konstytucji woda lała się na demonstrantów, zaś na Placu na Rozdrożu - na podpalony wóz transmisyjny TVN. Prezentowana tu sikaczka pamięta chyba czasy stanu wojennego, albo też jest dokładną kopią ówcześnie budowanych. 

Nikon D90
Wybrałem 7 zdjęć z Marszu, które opublikuję w moim blogu fotograficznym. Nie są to zdjęcia wykorzystane w reportażach jakie dziś i jutro ukażą się na moim blogu autorskim. dzięki temu każdy blog dostanie swoje zdjęcia - a jest z czego wybierać, bo zdjęć zrobiłem ogółem prawie tysiąc. 

piątek, 11 listopada 2011

Święto Niepodległości symbolicznie

No i udało mi się dobrać zdjęcie idealnie pasujące do Święta Niepodległości - bo jest to zdjęcie symboliczne. Formalnie jest to fragment płotu powojskowego terenu w okolicach lotniska na Bemowie. I wycinek tabliczki z jakimś ostrzeżeniem (skoro ma białe tło i czerwone obramowanie). I do tego zdjęcie wykonane moim ówczesnym flagowym aparatem, Nikonem D200 - gdyż bardzo często na leśne spacery zabierałem dyżurny kompakt (Coolpix 8400).

Nikon D200
A symbolicznie? Barwy narodowe na tabliczce. Groźny, ale zarazem zardzewiały drut kolczasty - o oczywistych skojarzeniach. To wszystko składa się na symbol który każdy może interpretować po swojemu. Skojarzenia martyrologiczne, cierpiętnicze. Ale może także optymistyczne - bo drut tylko zdaje się lekko dotykać tej "flagi". Z drugiej strony bezpłciowa rdza atakuje "flagę" - metafora brukselskiej dominacji? Nie dosłowna, bo ta rdza musiałaby być niebieska ;-) 

W każdym razie jest mnogość dowolnych interpretacji :-)

czwartek, 10 listopada 2011

Przed Świętem Niepodległości

Przed Świętem Niepodległości zamieszczam zdjęcie "w temacie". Dla niektórych to zdjęcie nawet "bardziej w temacie", bo pochodzi z dni tuż po tragedii smoleńskiej. Był to czas manifestacji ludzkich uczuć i emocji na różne sposoby. Uchwyciłem też kilka mniej typowych scenek - zdjęcia są zamieszczone w innym poście. Dziś załączam zdjęcie, które wtedy nie zostało przeze mnie wybrane do tego mini reportażu.

Nikon D90
Święta, rocznice a nawet wielkie, czasem bardzo tragiczne, wydarzenia - mogą być fotografowane na dwa przeciwstawne sposoby. Z jednej strony oficjalnie, pompatycznie, tradycyjnie i nudnie. A z drugiej strony - niejako od kuchni. Można uchwycać to co nietypowe, ciekawe, wycinkowe. Oficjalne zdjęcia będą w mediach. Po co dublować ich pracę?

środa, 9 listopada 2011

Mgliste ostrzeżenie

Tym razem dosłownie mgliste - bo fotografowane w czasie kilku dni bardzo zamglonej listopadowej pogody dwa lata temu. Dwa razy szliśmy na wycieczki fotograficzne aby uchwycać różne motywy, między innymi opustoszały w nocy parking przy supermarkecie. Mgła dodaje mu dodatkowego uroku, a jeszcze większego uroku dodaje także jakiś dobrze komponujący się ze stylistyką miejsca billboard ;-)

Nikon D90
Częste picie skraca życie - jeśli się jedzie samochodem. I oczywiście spełni kilka innych warunków - przede wszystkim trafi na śmiertelnie groźną sytuację. Jednak ten sam plakat w warunkach czystego powietrza nie byłby już tak zastanawiający. A jeszcze mniej by zwracał uwagę w dzień, przegrywając walkę z mnóstwem kolorowych samochodów u swego podnóża. Na szczęście często właśnie fotograf może zadecydować o wyborze czasu i "okoliczności przyrody" wykonywania zdjęcia :-)

wtorek, 8 listopada 2011

Pod oknami

Pod oknami Zamku Królewskiego w warszawie można uchwycić każdego rodzaju banalny widoczek. Ale w nocy jest to trudniejsze, szczególnie gdyby posługiwać się czysto amatorskim, zaszumiającym aparatem. Można jednak uchwycić coś zupełnie nietypowego, czyli ludzi zabawiających się własnymi cieniami, generowanymi przez mocne światło oświetlających mury reflektorów. 

Nikon D90
Ja wykonywałem zdjęcia przy 1600 ISO, więc mogłem stosować czasy migawki rzędu 1/25 s. I jedyne co trzeba było zrobić, to po prostu uchwycać kolejne dynamiczne przymiarki. A w przerwach polować na inne przejawy życia na Placu Zamkowym. I - co najważniejsze - pilnować roweru, którym przyjechaliśmy na starówkę z dość odległego Bemowa. Nie zawsze fotografia to pełna swoboda, gdy rower stoi niedaleko i trzeba mieć na niego oko ;-)

poniedziałek, 7 listopada 2011

Okno z kółkiem

Nikon Coolpix 5700
Nie zawsze okno może pełnić rolę otworu przez który się dostarcza towar. Tak jest w przypadku jednego z okienek w słynnej praskiej Złotej Uliczce. Okienko nie jest może największe, ale równie malutkie było okienko mojego pierwszego Nikona (Coolpix 5700, tylko 5 megapikseli) - wyświetlacz był uchylany, ale wielkości dużego znaczka pocztowego, podczas gdy dziś byle komórka ma ekran dwa razy większy. Jednak w porównaniu do używanego rok wcześniej modułu w kamerze SONY Nikon robił zdjęcia kryształowej ostrości. 

Skoro już jesteśmy przy tym Coolpixie i Pradze, to znalazłem w Internecie informację, że tam jest taniej dostępny grip do zdjęć pionowych i pojechałem do sklepu kupić go. Kupiłem przy okazji 8 akumulatorków Panasonic (2000 mAh), z czego 6 nadal używam (po 10 latach). Niestety, na akumulatorkach grip nie działał i musiałem kupować baterie alkaliczne. Na wbudowanej baterii Nikon robił około 150 zdjęć, na bateriach w gripie około 100. Zasilanie było w tym modelu bardzo słabą stroną. Z danymi było już lepiej, bo miałem data bank 30 GB na który zgrywałem zdjęcia. 

niedziela, 6 listopada 2011

Praga w 5 megapikselach

Następnym moim aparatem cyfrowym (po module 1 MP w kamerze SONY) był mój pierwszy Nikon Coolpix 5700 o matrycy 5 megapikseli. I zarówno kamera SONY jak i nowy Nikon miały swoje premiery w Pradze. Teraz żartuję, że boję się jechać do Pragi, bo musiałbym kupować jakiś nowy sprzęt.

Wycieczkę po Pradze czas zacząć ;-)

Praskie zakupy
Przyzwoity zoom optyczny i ekran LCD wielkości bardzo dużego znaczka pocztowego - takie wtedy produkowano aparaty. Ale prawdziwą zmorą tego sprzętu była bateria - starczająca na około 150 zdjęć. Miałem wtedy jeszcze pojedynczą baterię, zatem nie mogłem wymienić źródła zasilania. Postanowiłem jednak dokupić specjalny grip do zdjęć pionowych. Niestety, ta wersja gripu była tylko na paluszki, nie pasowała do niej bateria aparatu. Ale nadawały się do niej akumulatorki Ni-MH, więc postanowiłem kupić ich komplet. 

Zakup w Pradze - bynajmniej nie na ślepo, jak na załączonej reklamie :-)

W Pradze grip był tańszy niż w Polsce, więc namierzyłem przez Internet sklep i po dojechaniu do Pragi złożyłem tam wizytę. Kupiłem grip, 8 akumulatorków Panasonic (2000 mAh) i ładowarkę z zasilaczem sieciowym i samochodowym. Ładowarka do dziś mi służy jako dyżurna w samochodzie, zaś z 8 akumulatorków 6 jest nadal na służbie - emeryturę swoją dożywają jako baterie do dwóch applowskich myszek (jeden komplet baterii jest w zapasie) - i znakomicie sobie radzą mimo, że mają już 10 lat. Wiele późniejszych akumulatorków nie dorównało im trwałością, w tym szczególnie produkty renomowanej firmy Energizer (cały komplet musiałem wyrzucić).

Kłopot tylko w tym, że zakup akumulatorków okazał się jednak nie do końca udany. Grip bowiem nie chciał działać z tymi akumulatorkami, pomimo, że w jego specyfikacji technicznej były wymienione jako możliwe opcje zasilania, co sam sprawdziłem. Musiałem więc kupować baterie alkaliczne. Być może była to wina samego aparatu, który nie kupił mniejszego napięcia (1,2 zamiast 1,5 V). W każdym razie zdjęcie obok (słynna rzeźba z Hradczan) doskonale ilustruje mój humor po odkryciu tej niedogodności, która mnie dodatkowo kosztowała. Mimo to jednak nie narzekałem, bo baterie w gripie starczały na około 100 zdjęć, w porównaniu do 150 na baterii aparatu.

W sumie więc praski zakup był swego rodzaju hazardem, co można zilustrować na zdjęciu poniżej. Jednak, jak już napisałem  zakupione akumulatorki znakomicie się spisują i dziś, pomimo dziesięcioletniego wieku - tylko dwie sztuki o zbyt zmniejszonej pojemności wyrzuciłem. 

Praski hazard...

Echa powodzi
Niestety wielka...
Pomiędzy moją pierwszą a drugą wizytą w Pradze była powódź, której ślady dostrzegałem w wielu miejscach. Już teraz nie pamiętam z perspektywy czasu jak wyglądały stacje metra w porównaniu do wcześniejszej wizyty. W jednym miejscu natrafiłem na mini wystawę zdjęć z powodzi, które sfotografowałem. Poza tym były również inne ślady, ale o nich z perspektywy prawie dziesięciu lat, nie jestem już w stanie dziś pisać.

Czesi jednak radzą sobie chyba w tych sprawach lepiej od nas, bo są po prostu narodem bardziej zorganizowanym. Mniej ułańskiej fantazji, ale więcej pracy w dobrym, protestanckim stylu - i to też procentuje.

Praskie pamiątki
Na straganach można było zobaczyć nie tylko typową dla wielu miast turystyczną tandetę, ale także znacznie ciekawsze towary - jak chociażby cuda wykonane z drewnianej sklejki.

Cuda ze sklejki...

Ale szczególnie sympatyczne były urocze pluszaki...

Pluszaki przytulaki...

A dla naszych walecznych polityków coś w sam raz na ich zakute łby... Na ich wyprawy krzyżowe także świetnie by się nadawały :-)

W sam raz dla walecznych polityków...

Praskie ciekawostki
Nasze Toi-Toi nie umywają się do praskich toalet, które na tyle mnie urzekły, że postanowiłem jedną z nich uwiecznić - zresztą nigdy z nich nie skorzystałem. Ale z zewnątrz wyglądają znakomicie. 

To jest toaleta na miarę naszych potrzeb i możliwości...

Uczulony bylem także na rożne marketingowe ciekawostki, których próbkę już pokazałem na zdjęciu reklamy z opartą na niczym drabiną. To zdjęcie nazwałem "tramwaj zwany pożądaniem". A zestawienie z "laską" na "cały żywot" jest dla Polaka szczególnie ciekawe. Nawiasem mówiąc, po czesku "laska" znaczy "miłość" ;-)

Tramwaj zwany pożądaniem :-)

A teraz dwa zdjęcia, które można także dedykować naszym politykom. Pierwsze to metafora Ruchu Palikota i SLD - oba czerwone, ale Ruch Palikota większy, nie do końca czerwony i jedzie we właściwą stronę ;-)

Palikot mija SLD ;-)

A drugie to znany krzywy dom - my mamy znacznie mniejszy pofalowany budynek w Sopocie. No, ale jesteśmy lepsi od Czechów, bo mamy także dom stojący na dachu, do góry nogami. Ten dom można by określić jako prostą i nowoczesną wizję Polski ;-)

Polski dom - prosty i nowoczesny ;-)

Fajna jest Praga - ale, jak już napisałem, boję się do niej jechać ponownie. Bo znów coś będę musiał kupić ;-) Ale innym polecam :-)

Okno zamknięte

Nikon D700
A to okno zamknięte - w świątyni, która przejechała pół Europy. Czyli w norweskiej świątyni Wang, która się przeniosła aż do Karpacza. Jak zawsze polowałem także na detale i świątynne okno było samo w sobie wdzięcznym motywem. Świata za nimi prawie nie widać, ale nie liczy się świat tylko samo okno. I nie są to zawieszające się okna od Billa Gatesa, ale już zawieszone okna z fajnymi gomółkami, nie mającymi nic wspólnego z towarzyszem Wiesławem ;-)

sobota, 5 listopada 2011

Okno otwarte

Nikon D90
Okno otwarte, a raczej strzelnica wieży zamkowej w Kazimierzu. Ci, którzy tu kiedyś mieszkali, pewnie byli odporni na mrozy. Nas by taka otwartość powaliła w zimie. W maju jednak zimy już nie ma i złe wspomnienia kryją się na kilka pięknych, słońcem ogrzanych miesięcy. A w zimie i tak zapewne wieża jest nieczynna. W tym przypadku sprawdziłoby się zdjęcie w technologii HDR - aby oddać plastykę muru i kolory świata za oknem, ale ja w moim blogu raczej nie publikuję zdjęć przerabianych ;-)

piątek, 4 listopada 2011

Wystrzałowy przewodnik

Rzadko się zdarza aby w czasie zwiedzania jakiejś fortyfikacji poczuć zapach historii. Ale czasem można go poczuć całkiem dosłownie - gdy przewodnik, będący miłośnikiem historii i uczestniczący w historycznych rekonstrukcjach, demonstruje strzał z dawnego pistoletu, nabitego czarnym prochem. Fotograf musi rozdziawić usta - ale nie ze zdziwienia, tylko dla uniknięcia niemiłego zetknięcia się z falą dźwiękową wystrzału. Alternatywą jest oczywiście zakrycie uszu, ale ręce przecież zajęte są trzymaniem aparatu i oczekiwaniem na moment wystrzału.

Nikon D700
I czasem sam moment wystrzału udaje się uchwycić na fotografii - wtedy czujemy, że mamy coś więcej niż tylko mniej lub bardziej banalne widoki. Dotknęliśmy bowiem historii i mamy choć nikłe wyobrażenie o huku i zapachu dawnych wojen. Tak było w czasie zwiedzanie Twierdzy Srebrna Góra. Tamtejsi miłośnicy historii mają dwie repliki armat i corocznie, jako wojsko pruskie, uczestniczą w historycznych rekonstrukcjach oblężenia twierdzy przez wojska napoleońskie w 1807 roku. 

czwartek, 3 listopada 2011

Żeby nie było, że listopad...

I doczekaliśmy się typowego listopadowego motywu - czyli liścia nie list-opadowego (a zatem nie spadłego jeszcze z gałęzi). Trzeb bowiem coś pokazać w jesiennych kolorach, aby potem mieć chwilę oddechu - w dobie kłopotów w strefie euro złoty polski liść może być bowiem opacznie zrozumiany ;-)

Nikon D700
Liście są zawsze wdzięcznym tematem do zdjęć w lesie. Rzadko kiedy szerszy krajobraz jest niebanalny i wystarczająco ciekawy do uwiecznienia. Za to pojedyncze liście lub ich małe grupy mogą być bardzo ciekawe, szczególnie jeśli są naturalnie oświetlone. W każdych warunkach liść robiony pod światło wydaje się żywszy, ale w barwach jesieni ta żywość jest szczególna - bo paleta barw jest zdecydowanie cieplejsza.

środa, 2 listopada 2011

"Cień zaduszny"

I znów przeróbka Dnia Zadusznego - w podobnej co wczorajsze zdjęcie konwencji. Powrót z bardzo adekwatnej miejscem i tematem wyprawy do Lichenia, zresztą tej samej, z której pochodzą prezentowane niedawno drogowskazy i bezpieczniki. I kolejny przykład zdjęcia robionego z samochodu - choć akurat w tym wypadku nie jestem całkowicie pewien, bo kadr zdjęcia tego nie przesądza. Może to było chwilowe zatrzymanie się i wyjście z auta. 

Nikon D90
Tak czy inaczej, mamy tu do czynienia ze zdjęciem wykonanym w czasie podróży. Sam motyw nie wymaga koniecznie jazdy samochodem w czasie realizacji zdjęcia. Zresztą, byłoby to trudne, gdyż w tym przypadku zastosowanie miała najdłuższa ogniskowa (300 mm w przeliczeniu dla formatu DX) i jazda samochodem spowodowałaby przy takich warunkach oświetleniowych możliwość złego uchwycenia kadru - bo rozmazanie obrazu przy migawce 1/3200 s. by na pewno nie groziło :-)

wtorek, 1 listopada 2011

"Ostatnia droga"

Oczywistym motywem na Wszystkich Świętych byłoby umieszczenie zdjęcia cmentarza i zapalonych lampek. Więc postanowiłem być nieco pod prąd i inaczej, bardzo swobodnie, zinterpretować określenie "ostatnia droga", które się kojarzy z odchodzeniem - którego to odchodzenia dzień Wszystkich Świętych jest pamiątką. W tym przypadku ta "ostatnia droga" może dotyczyć zarówno samochodu, jak i ludzi przechodzących przez kładkę :-)

Nikon D90
Czasem zdarza się, że mam możliwość robić zdjęcia jadąc samochodem jako pasażer. Szczególnie wdzięczne są motywy robione w czasie zachodów słońca, choć także i sama oświetlona reflektorami nocna droga może być ciekawa  - manipulacja czasami naświetlania pozwala uzyskać efekty "rozciągniętego czasu".