niedziela, 18 września 2011

Kolory w czerni i w kółko

I znów powtórka kolorów w kółko z przedwczoraj. Tym razem motyw w sam raz na niedzielę - witraż kościelny. Ale witraż nieco nietypowy, bo umieszczony na suficie kaplicy. A dokładniej - kaplicy pod bazyliką w Licheniu. Stąd taka perspektywa zdjęcia, uchwycone z boku kaplicy. Dzięki odpowiedniemu naświetleniu możemy skupić się na samym witrażu, bez oglądania się na boki ;-)

Nikon D700
Wiele ciekawych elementów można fotografować w dolnych częściach licheńskiej bazyliki, ale niestety trzeba mieć albo aparat radzący sobie z bardzo wysokimi czułościami ISO, albo posiłkować się statywem. Można oczywiście używać lampy błyskowej, ale nie jest to zbyt praktyczne. Po pierwsze, jest inwazyjne. A po drugie, lampa dzieli plan na oświetlony i ciemny. Próbowałem też stosować tam monopod, ale nie jest on praktyczny - chwieje się bowiem na boki. Starałem się opierać o filary z monopodem, ale to nie jest zbyt sensowne wyjście. Lepszy już skromny podręczny statyw :-)

sobota, 17 września 2011

Most w czerni

Dziś pewne przeciwieństwo tęczowego mostu z przedwczoraj - most o dość podobnej konstrukcji sfotografowany nocą. Wracałem z wyjazdu fotograficznego do Zakopanego i most ten sfotografowałem zatrzymując się na postój w jakiejś podgórskiej miejscowości. Linowa konstrukcja mostu oświetlona nocą była bowiem ciekawym widowiskiem i postanowiłem to uwiecznić.

Nikon D90
Gdybym miał wtedy moje latarki fotograficzne, które potem dopiero zacząłem kompletować (specjalnie przerobione, mocne latarki zaopatrzone w zmiękczające światło dyfuzory), to byłbym w stanie oświetlić także rzekę pod mostem. A gdybym miał jeszcze statyw... Pomarzyć zawsze można - zresztą nie ma co marzyć, miałem statyw, ale nie chciało mi się go wyciągać z samochodu. Zresztą Nikon D90 poradził sobie przy 1/6 sekundy i czułości ISO 1600 całkiem dobrze...

piątek, 16 września 2011

Tęcza w kółko

A to jest inna tęcza - dosłownie w kółko. I pewnie mało kto wie gdzie to zostało sfotografowane. W dość znanym miejscu, przynajmniej ze słyszenia, dla wielu osób. Ale nawet gdybyście w tym miejscu byli, raczej tej tęczy byście nie zobaczyli. Bo oglądalibyście samo miejsce, a nie stojak dla rowerów gdzieś z boku, obok parkingu.

Nikon D700
Bo to jest właśnie stojak dla rowerów. A że jest tęczowy - taka fantazja, a może i reklama firmy produkującej farby, która - z tego co pamiętam - sponsorowała odnowienie samego zamku. Bo chodzi o zamek. Nawet ZAMEK - bo duży ten zamek jest, a konkretnie - Zamek Książ. Stojak dla rowerów znajduje się przy wjeździe na parking przy zamku. Po lewej stronie, jeśli już by ktoś chciał go wyglądać ;-)

czwartek, 15 września 2011

Tęcza przejechana

Tęczowy wiadukt na autostradzie do Poznania jest powszechnie znany - tym razem zrobiłem jego zdjęcie podczas jazdy samochodem. Oczywiście nie zalecałbym tej metody fotografowania osobom dbającym o swoje bezpieczeństwo. Nie raz zdarzało mi się, że w sytuacji - wydawało by się - uważnego prowadzenia samochodu (w czasie robienia zdjęć) - jednak zjeżdżałem na inny pas ruchu.

Nikon D90
Idealnie jest być pasażerem albo - odwrotnie - dać aparat pasażerowi, oczywiście pod warunkiem, że pasażer potrafi robić zdjęcia ;-) Niestety nie zawsze tak jest, przekonałem się o tym analizując masę zdjęć wykonanych przez kolegów moim aparatem - tylko nieliczne nadają się do wyboru. Ale lepiej nawet mieć ich tylko kilka - niż żadnego :-)

środa, 14 września 2011

Jesień ożywiona

Szarość, lub brązowo-żółto-czerwone smutne barwy jesieni, mogą być ożywione pięknym słonecznym niebem, kojarzącym się z wiosną lub latem. W smutniejszej połowie roku błękitne niebo niesie ze sobą radość, światło, ożywienie. Niedostatek słonecznego ciepła wystarczająco dołuje większość ludzi, więc nieco więcej jesiennego światła i radości bardzo się w tej porze roku przydaje.

Nikon D200
To zdjęcie zostało wykonane jeszcze pierwszą moją lustrzanką profesjonalną - Nikonem D200. Był czas, gdy miałem tylko lustrzankę - swój poprzedni kompakt (jedyny ówczesny aparat) już oddałem, ale nie kopiłem jeszcze kolejnego kompaktu, pomyślanego jako aparat dyżurny. Trudno ustalić czy prezentowane dziś zdjęcie pochodzi z tego wyłącznie lustrzankowego okresu, ale na pewno zastosowanie D200 wyszło mu na dobre ;-)

wtorek, 13 września 2011

Jesień z bliska

Nikon D90
To samo miejsce (ten sam park) - ale tym razem detal jesienny. Liść zaplątany w pajęczynie, w drewnianej konstrukcji - tablicy zawierającej parkowe informacje przyrodnicze, w ramach ścieżki edukacyjnej (z tego co pamiętam, mógł to być jakiś opis ekosystemu leśnego albo inna treść popularno-naukowa).

Zagubiony jesienny liść, zaplątany w pajęczynę. Podświetlony światłem, które chce nadać mu ostatnie przebłyski świetności. Ale jesień nadchodzi nieubłaganie, a za nią w tle postępuje zima, kładąca kres liściowemu życiu.





Paradoksalnie cofnęliśmy się w czasie, bo dzisiejsze zdjęcie zostało wykonane w październiku, a wczorajsze w listopadzie - choć dzisiejsze zostało wykonane rok później, a pochodzi z wyjątkowego dnia, bo 10 października 2010 (10-10-10)...

poniedziałek, 12 września 2011

Jesień z daleka

Jesień kojarzy się w fotografii ze zdjęciami całej palety "złotych" kolorów liści. Faktycznie, są to najbardziej znane jesienne widoki, podobnie jak krajobrazy pełne czerwono-złotych lasów. A dziś prezentuję widok, który dla mnie kojarzy się jakoś z Ameryką - droga w listopadowym lesie. Nie wiem skąd takie amerykańskie skojarzenie - może na myśl przychodzi jakaś aleja prowadząca do plantacji bawełny...

Nikon D90
Szarość lub mono-barwność jest także elementem jesieni, ale zdecydowanie mniej "eksportowym". Na tle jesiennej, a najlepiej zimowej, kolorystycznej pustyni najlepiej wyglądają pojedyncze jaskrawsze detale. W tym przypadku jest to czerwona kurtka osoby, która szła po tej drodze.  Z drugiej strony, mało który las ma tak szeroką aleję przezeń przebiegającą. W tym przypadku jest to zdecydowanie bardziej park niż las, rozumiany jako fragment dzikiego, naturalnego krajobrazu.

niedziela, 11 września 2011

Ślimak na drzewie

Nikon D90

Na drzewie może straszyć się nie tylko (w miarę nowoczesna) technika. Może tam znajdować się także całkiem naturalna, a przynajmniej biologiczna, narośl. W tym przypadku podobna nieco do ślimaka - raczej bardziej prehistorycznego, ze względu na rozmiar. Kolejny dowód na to, że warto - fotografując drzewa - patrzeć w górę...

Te zdjęcie zostało wykonane w czasie wczesno-wiosennej sesji fotograficznej przy brzegach Narwi koło Pułtuska. Wielu ciekawych motywów w czasie tego wyjazdu nie sfotografowałem - ale na szczęście wyjazd miał inny cel, a zdjęcia były jedynie dodatkiem. nawiasem mówiąc, podstawowego celu wyjazdu też nie udało się zrealizować. Jak pech, to już podwójny ;-)

Można nawet powiedzieć, że te zdjęcie "drzewnego ślimaka" było najbardziej udanym łupem całego dnia :-)

sobota, 10 września 2011

Tree TV?

Nikon D700
Telewizor? A może jakiś stary komputer? Cokolwiek to jest - mam o nim wysokie mniemanie. I to całkiem dosłownie. Bo wisi to-to na drzewie. Oczywiście nie na każdym drzewie wisi coś takiego. Ale na drzewie niedaleko śmietniska na bemowskim Radiowie można takie owoce techniki znaleźć. Praktyczny wniosek z tego zdjęcia jest taki, że patrzenie w górę też się czasem przydaje ;-) W sumie fotografujący powinien patrzeć we wszystkich kierunkach.

Zwykły człowiek nie zapuści się na śmietnisko - ale ktoś szukający motywów do zdjęć nie pominie nawet takiego miejsca. Ogólne widoki śmietniska bardzo szybko stają się fotograficznie nudne, ale poszczególne detale bywają nieodmiennie ciekawe. Czasem, jak  w przypadku wczorajszego zdjęcia opony, mamy do czynienia z "historyczną patyną". Czasem - jak to jest dzisiaj - z nietypową lokalizacją.

A czasem po prostu mamy zestawienie jakiegoś przedmiotu ze smutkiem "emerytury" na śmietnisku. Szczególnie wzruszające są w takiej sytuacji zabawki - łatwo odebrać je metaforycznie, jako smutek dzieciństwa, które już przeminęło i wylądowało na śmietniku historii :-)

piątek, 9 września 2011

W kółko zieleń

Opony samochodowe kojarzą się z czernią - matową w realnym świecie, lub błyszczącą w przypadku wymuskanych samochodów stojących na platformach w centrach handlowych lub salonach samochodowych. No i czasem kojarzą się ze świeżością - gdy kupujemy nowe opony aby zastąpić nimi stare. Nowiutki bieżnik, oznaczenia które zetrą się po pierwszych kilkuset kilometrach...

Nikon D700
A tym razem mamy oponę ekologiczną - zieloną. I do tego wielką oponę, nie dla zwykłego samochodu - ale dla ciężarówki lub ciągnika. Zdjęcie pochodzi z okolic wysypiska śmieci na bemowskim Radiowie - które jest kopalnią tematów dla mnie, od wielu lat. Dawno temu, jeszcze na filmie analogowym, uwieczniłem samotny słonecznik na stoku tego wysypiska - można to zobaczyć tutaj. Teraz robię już zdjęcia cyfrowe - a tematów do nich także nie brakuje.

czwartek, 8 września 2011

Butelka a la Indiana

Indiana Jones kojarzy się z archeologiem odkrywającym zapleśniałe, pokryte kurzem i pajęczyną, stare miejsca. Zadziwiające jest, że mimo nieraz tysięcy lat bezruchu, starożytne maszynerie zaskakują jak świetnie naoliwiony silnik. Ale - jak wiadomo - to tylko taki filmowy szafarz. W praktyce te wszystkie maszyny zapewne nie dałyby się uruchomić po tysiącach lat - może z wyjątkiem prostych konstrukcji zakonserwowanych w warunkach suchej pustyni.

Nikon D700
A tu mamy "zakonserwowaną" i "starożytną" butelkę o powszechnie rozpoznawalnym kształcie. Dla większości ludzi to śmieć nie warty żadnej uwagi - ale mnie urzekła właśnie ta patyna czasu. Coca-Cola - to jest to. Nawet jako śmieć. A taki śmieć, jeśli wierzyć informacjom o recyklingu zmieszczonym w gablocie prze helskim fokarium, jako wyrób szklany może przetwarzać nieoznaczenie długo. Plastik lub metal się rozłoży, ale szkło będzie trwało dalej i poczeka na swojego Indianę Jonesa ;-)

środa, 7 września 2011

Wdrukowana orkiestra

W zimie patrzenie pod nogi ma dodatkowy wymiar - unikamy bowiem miejsc niebezpiecznych dla naszych kości :-) Tym bardziej dziwi mnie zdjęcie, które dziś zamieszczam. Nie chodzi o ukrycie znaczka WOŚP pod warstewką lodu na chodniku - tak samo może być "wdrukowany" bilet autobusowy lub papierek po batoniku.

Nikon D90
Pisząc tę notkę byłem przekonany, że zdjęcie zostało wykonane w styczniu, czyli miesiącu aktywności WOŚP. Okazało się jednak, że zostało ono zrobione w połowie marca. Ciekawe czy naklejka orkiestry przeleżała sobie spokojnie przez kwartał, czy też ktoś zgubił ja dopiero po pewnym czasie. W sumie mogła poleżeć sobie - i tak nie dorówna okresowi zamrożenia mamutów w wiecznej zmarzlinie ;-)

wtorek, 6 września 2011

Wdrukowana guma

Liść wtopiony w glebę jest w lesie czymś tak naturalnym jak książka w bibliotece. Ale prezerwatywa w lesie nie jest już tak naturalna - szczególnie, gdy nie jest w bezpośrednim pobliżu większej drogi, ale około pół kilometra dalej, a do tego na środku drogi leśnej, w miejscu kompletnie odsłoniętym. Ale widać komuś chciało się ją nieść do tego miejsca - albo po prostu miłość nie wybierała miejsca.

Nikon D90
To zdjęcie jest przeciwwagą dla wczoraj zmieszczonej fotografii liścia na leśnej ściółce. Wczoraj była czysta natura, dziś jest ingerencja ludzkiej techniki i seksualności. Chyba, że prezerwatywa była zastosowana w jakimś innym, nie wiadomym bliżej celu ;-) I znów morał taki, że w każdym miejscu warto patrzeć pod nogi - chyba, że idziemy po idealnie gładkiej powierzchni na której nie ma nic ciekawego. Ale nawet wtedy można coś dostrzec do fotografowania - choćby odbicie...

poniedziałek, 5 września 2011

Wdrukowany liść

Wdrukowany - to słowo kojarzy mi się czasem z filmem "AI" - tam sekwencja iluś słów wdrukowywała do pamięci robota przywiązanie do jego użytkownika jak do rodzica. A dziś prezentuję wdrukowany w ziemię liść. Jest on na tyle "wgnieciony" w grunt, że wydaje się do niego przylepiony. Zresztą w istocie, na pewno nie dałby się zbyt łatwo oderwać...

Nikon D90
Patrzenie pod nogi nie jest złą opcją dla fotografa - pod warunkiem, że patrzy się także naokoło ;-) Dobre tematy do zdjęć leżą czasem dosłownie na ulicy, czy na leśnej ścieżce. I nawet nie trzeba się po nie schylać - aby je sfotografować. Musimy tylko nauczyć się odruchowo taksować wzrokiem wszystko - aby dostrzegać rzeczy, które są pomijane przez zabieganych (nawet w czasie leśnego spaceru) ludzi.

niedziela, 4 września 2011

Prawie Matrix

Na szczycie wieży, w ruinach zamku panującego nad Kazimierzem Dolnym, znajduje się zadaszenie schodów pokryte blachą cynkową. Spore to zadaszenie i jeszcze więcej na nim napisów rożnej treści. Spędziłem dobre dziesięć minut studiując je - i w sumie wykonałem jedynie dwa lub trzy zdjęcia tego, co było naprawdę warte uwiecznienia.

Nikon D90
Mam nadzieję, że Mormoni się nie obrażą - ale przecież w Matrixie wszystko było możliwe ;-)

A tak na poważnie - nawet zalew napisów w jakimś miejscu nie powinien nas odstraszać. Zawsze może trafić się jakaś literacka perełka - nawet jeśli trzeba by siedzieć kilka minut aby przeglądać przeważnie beznadziejne wpisy. Oczywiście trzeba mieć chwilę czasu na takie poszukiwanie, a taka chwila nie zawsze się zdarza, szczególnie gdy goni nas timing wycieczki, albo zniecierpliwienie współtowarzyszy wyprawy. Dlatego najlepiej urządzać wyjazdy fotograficzne z ludźmi, którzy albo dzielą tą pasję z nami, albo przynajmniej będą rozumieć na co poświęcamy czas szukając motywów do zdjęć.

sobota, 3 września 2011

Prawie kontakt

Nikon D90
Graffiti kojarzy się z sztuką abstrakcyjną lub realistyczną - ale raczej nie realistyczną do tego stopnia, aby udawało rzeczywiste przedmioty. Te graffiti zrobiłem w czasie graficiarskiej sesji pod i w okolicach Mostu Siekierkowskiego. Detal ten jest wielkości rzeczywistej, zatem nie jest tak prosty do wypatrzenia jak wielkie kolorowe kompozycje, które ciągną się metrami...

Przypomina się historia o dwóch starożytnych malarzach, którzy się licytowali o to kto z nich namaluje coś bardziej realistycznego. Pierwszy chwalił się tym, że gdy namalował winogrona, to ptaki zlatywały aby je dziobać. Drugi obiecał mu pokazać lepszy obraz i przyprowadził go do innego pomieszczenia, w którym kotara skrywała dzieło. Adwersarz poprosił o uchylenie kotary - a to właśnie kotara była namalowana! :-)

piątek, 2 września 2011

Prawie przekąska

Wracamy do tematu "prawie". Tym razem prezent jaki przywiozłem dziecku z jednego z wyjazdów fotograficznych. Oczywiście nietrudno zgadnąć, że chodzi o kawałek drewna - w końcu Małego Głoda się w plenerze nie widuje - co najwyżej mały głód się czuje ;-) Zabawek dla dzieci mamy w sklepach mnóstwo. A jak widać na załączonym obrazku - są one często elementem innych zakupów (np. produktów spożywczych - jako gratisy). Dlatego przywiezienie dziecku czegoś tak prostego, ale zarazem nietypowego, jak zgrabny pieniek drewna - było znacznie ciekawsze niż kolejny pluszak.

Nikon Coolpix P6000
Ale zestawienie Małego Głoda opartego o małą kłodę drewna może faktycznie być symbolem małej przekąski. A raczej prawie przekąski - w tym przypadku różnica jest kolosalna. Każdy, kto nie jest bobrem, niech nie próbuje tej nieco za twardej recepty na głód ;-)

czwartek, 1 września 2011

Koń by się uśmiał

Nikon Cooplix P6000
Jaka jest nasza wspaniała polska szkoła - o tym nikogo chyba nie trzeba przekonywać. Mówiąc w skrócie - jest to beznadziejny kombinat wklepywania biednym dzieciom do głowy zupełnie zbędnej wiedzy. Do tego jest to trening cwaniactwa, oszukaństwa i wszelkich najgorszych cech - a powinien to być trening kreatywności, zaradności i samodzielności.

Słowem - nasza szkoła jest taka, że koń by się uśmiał. No to niech się śmieje - a przy okazji jest to kolejne zdjęcie z wakacji (które formalnie już przeminęły).


Fotografia może dokumentować rzeczy śmieszne same w sobie, ale czasem nawet mniej zabawne zdjęcie może być dobrym powodem do rozbawienia, jeśli jest przedstawione we właściwym kontekście. Pamiętajmy, że fotografia to nie tylko cykanie zdjęć i ich techniczna obróbka. To także - w szerszym znaczeniu - umiejętność dobierania zdjęć do ilustracji. Może to być równie dobrze album z fotograficznej podroży jak i zdjęcie do publikacji w gazecie. Sami zdecydujmy, czy chcemy być jedynie fotografem, czy także fotoedytorem.

środa, 31 sierpnia 2011

Koniec wakacji...

Koniec wakacji - dla mnie już tylko formalny, bo przecież od dawna w szkole się nie uczę, chyba że śni mi się to czasem po nocach ;-) Ale termin wakacje może oznaczać, w szerszym kontekście, po prostu czas wolny, odpoczynek, wyjazd i oderwanie się od codziennej rutyny życia i pracy. Co prawda urlop można brać w rożnym terminie, i zapewne branie go po sezonie ogórkowym byłoby w wielu firmach miło widziane, ale symbolicznym końcem wakacji jest 31 sierpnia (a dla studentów 30 września).

Nikon D700
Oto zdjęcie z serii wieńczącej całodzienny nadmorski wyjazd fotograficzny. Pojechałem z Karwi najpierw na wydmy (leżące w okolicy Lubiatowa), następnie do Łeby i Ustki, a potem z powrotem. To zdjęcie zrobiłem w miejscowości niedaleko Pucka. Specjalnie zatrzymałem wóz na przystanku PKS, aby na spokojnie porobić kilka ujęć. Fajne zakończenie całodziennego focenia - i fajny symbol smutnego końca wakacji...

wtorek, 30 sierpnia 2011

Prawie pług

Skoro o "prawie" była mowa wczoraj, to dziś coś innego z tej kategorii - prawie pług. W istocie, to jest prawdziwy pług, tyle, że przerobiony z samochodu, po którym byśmy się takiej wszechstronności nie spodziewali. Prędzej bym widział w tej roli VW garbusa - bo była kiedyś w Ameryce taka reklama: czy zastanawiałeś się czym kierowca pługa śnieżnego dojeżdża do pracy?

Nikon Coolpix P6000
Wiadomo jednak, że Polak potrafi - i małych fiatów naoglądaliśmy się w rożnych wcieleniach, także jako kabriolety czy podobizny Lorda Vadera. Zatem i ja dokładam do tej galerii moje skromne zdjęcie. Zresztą, to już przeszłość - zdjęcie z roku 2009, zrobione na stacji benzynowej na trasie do Pułtuska. Kiedy jechałem tą trasą dwa lata później już tego czerwonego karzełka nie widziałem. Teraz do odśnieżania na ogół stosuje się albo traktory, albo quady.

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Zwykła puszka

W reklamie zagościło na trwałe pojęcie zwykłego proszku - typowe reklamowe oszustwo, wynikające z prawnego zakazu porównywania produktów (albo z niechęci bezpośredniego porównywania się do konkurencji). Na zwykły proszek najłatwiej zwalić wszystko co złe, tak samo jak na zwykle baterie, do których się chętnie porównują "liderzy rynku" - pomijając już fakt, że te zwykle baterie są kompletnie nieporównywalnie niższej jakości, tak, aby te "lepsze" działały swoje siedem razy dłużej ;-)

Nikon D90
Oto zwykła puszka, prawie nie do zidentyfikowania. Ale prawie robi wielką różnicę - i faktycznie nazwa firmy stosującej to hasło przypadkiem się zgadza. A swoją drogą ta puszka musiała długo leżeć na wydmie, skoro napisy na niej prawie się zatarły. A dla Słowińskiego Parku Narodowego to prawie wstyd, że tej puszki nie sprzątnięto. Prawie wstyd - bo gdyby ją sprzątnięto, nie byłoby tego zdjęcia ;-)

niedziela, 28 sierpnia 2011

Postój w domu

Nikon Coolpix 8400
Zupełnie inaczej wygląda zdjęcie wózka stojącego na korytarzu w normalnym domu. Żadnych odrapanych ścian, piękne miękkie światło przez mleczną szybę w oknie, elegancka linia gresu na podłodze i gra świateł na załamaniach ścian korytarza. I to wszystko zrobione w momencie, gdy uświadamiamy sobie, że tak pozornie banalny motyw wart jest uwiecznienia.

Banalne motywy mają to do siebie, że na co dzień ich po prostu nie dostrzegamy. Dlatego też bardzo rzadko je fotografujemy. Po prostu przechodzimy obok nich obojętnie. Trzeba mieć pewien dystans do otaczającego nas najbliższego i doskonale znanego świata, aby dostrzec w tym co pomijane obiekt dla fotografii. To jest nietypowa umiejętność - pozornie taka prosta, gdy patrzymy na wykonane dzięki niej zdjęcia. Ale ile razy mieliśmy do czynienia z podobną, wartą uwiecznienia sytuacją, i nie zrobiliśmy nic?

Pomijam już sytuacje najgorszą z możliwych - czyli świadomość dobrego motywu do zdjęcia w połączeniu z brakiem aparatu pod ręką. To boli najbardziej. Ale nie raz się zdarza, że mamy aparat (na przykład wybieramy się na spacer w czasie którego chcemy robić zdjęcia) lecz nasza fotograficzna wrażliwość włącza się dopiero gdzieś w punkcie docelowym spaceru. A powinna być włączona od razu, od momenty gdy bierzemy ze sobą aparat - i możemy go puścić w ruch, choćby od zaraz :-)

sobota, 27 sierpnia 2011

Postój w ruinie

A oto zdjęcie analogiczne do niebieskiego kutra w porcie - niebieski wózek z dzieckiem w ... ruinach nieczynnej fabryki. Improwizacja w takich sytuacjach jest warta wysiłku - zrobiłem w tej runie trochę zdjęć podręcznym kompaktem. Ale żeby mieć na oku mojego synka musiałem przenieść go z wózkiem do wnętrza budowli.

Nikon Cooplix 8400
Warto było podjąć się tego nieco karkołomnego zadania - fabryki już dano nie ma, na jej miejscu jest budowane osiedle. Szkoda tylko, że nie przyszedłem tam po raz drugi z lepszym wyposażeniem - lustrzanką na statywie. Niestety robiłem jedynie zdjęcia z ręki - na pewno przydałby się jeszcze lepszy aparat i mocniejsze podparcie. Ale nawet kompakt mógł zrobić ciekawe ujęcia - przykładowe zdjęcie z tej fabryki zostało na blogu zamieszczone tutaj.

piątek, 26 sierpnia 2011

Postój w porcie

Port i stojące w nim statki to zazwyczaj oklepany, a często pocztówkowy wygląd. Nie inaczej wydaje się być w przypadku prezentowanego dziś zdjęcia - ale prawdziwa wartość porównawcza ujawni się dopiero wraz z opublikowaniem zdjęcia jutrzejszego ;-)

Nikon D200
To powyższe zdjęcie zostało zrobione w porcie na Helu. Cumujący do nadbrzeża kuter rybacki jest wdzięcznym elementem ilustrującym zniekształcenie pod wpływem perspektywy. Jednak oprócz fragmentu panoramy portu, perspektywy i detali samego statku niewiele jest ciekawego na tym zdjęciu.

Nikon D700 (skadrowane)
W takim miejscu ciekawsze mogą być uchwycone detale, na przykład logo armatora. Takie logo zostało przeze mnie uchwycone w innych warunkach, w zimie, i daleko od Helu - bo w Ustce. Mało kto robi zdjęcia takich detali, więc będą one o wiele ciekawsze dla widza niż dobrze znane ogólne widoki :-)

czwartek, 25 sierpnia 2011

Jezioro się wali

Nikon D700
Przekrzywienie kadru może prowadzić do jeszcze ciekawszych ujęć. Szyna z wczorajszego zdjęcia wydaje się bardziej dynamiczna, ale co powiedzieć o przekrzywionym jeziorze? Woda, jak każdy płyn, zachowuje się racjonalnie - nie przekrzywia się sama z siebie. Dlatego efekt jej przekrzywienia poprzez manipulację kadrem zdjęcia jest z reguły bardzo ciekawy. Sam pomost też nie jest prosty jak wczorajsza szyna, więc efekt przekrzywienia jest o wiele mocniejszy dzięki przekrzywieniu samego pomostu.

To zdjęcie zostało wykonane przy dość wietrznej pogodzie nad Jeziorem Rożnowskim. Sztormu nie było, ale fale mocno trzęsły pomostem, tak, że nie miałem za bardzo odwagi próbować na niego wchodzić - nie bałem się chybotania, ale zamoczenia w czasie przechodzenia na pomost. Udało się jednak uchwycić trochę szaleństwa tej pogody bez ryzykowania kąpieli w jeziorze. Na zdjęciu wszystko wygląda może bardziej niewinnie - ale w rzeczywistości strach przed wylądowaniem w wodzie był jak najbardziej uzasadniony ;-)

To zdjęcie jest jeszcze wyjątkowe z innego powodu - zrobione było w czasie sesji wyjazdowej pamiętnego 10 kwietnia 2010.

środa, 24 sierpnia 2011

Ale szyna...

Nikon Coolpix P6000
I wracamy do letnich miesięcy, aby choć trochę zapomnieć o zbliżającym się listopadzie z poprzedniego zdjęcia. Była rura - jest szyna. Kolejowa. Na trasie kolejki wąskotorowej w Ełku. Jest ciepło, jest błękitne niebo, jest zieleń. I chce się żyć - szkoda, że obowiązuje rotacja por roku.

Jak widać, wystarczy lekko przekrzywić kadr aby osiągnąć znacznie ciekawszy i nie tak statyczny efekt. Szyna wychodzi pięknie z rogu zdjęcia i biegnie w dal, a przekrzywiona przestrzeń zdjęcia daje wrażenie pewnego dynamizmu. Ale tak już zazwyczaj jest z nietypowymi pod względem pionu kadrami. W efekcie prawie czujemy ciężar podjeżdżającego zza nas pociągu ;-)

wtorek, 23 sierpnia 2011

Ale rura...

Falochron osłaniający wejście do portu, piękne niebo, słońce i błękitne morskie fale - najlepiej jacht wpływający dumnie z podniesioną banderą - prawie przepis na pocztówkę z wakacji. Ale co innego gdy zdjęcie jest wykonane w nocy, w kompletnej pustce, bez wiatru (prawie gładka woda) - a w ogóle pora roku już nie taka łaskawa jak nad morzem przystało (listopad). Dlatego pustki nad morzem, dlatego brak ruchu turystycznego, straganów i knajp gdzieś w zasięgu obiektywu. Albo przynajmniej rożnych nocnych spacerowiczów.

Nikon D90
Tak wygląda falochron portowy w Łebie poza sezonem. Smutek podwójny - bo tęsknota za dopiero co przeminiętymi gorącymi miesiącami, zimna jesień za pasem. I pustka. Zaczyna się najgorsza pora roku - będzie coraz zimniej i smutniej. Aż wreszcie śnieg nieco ożywi ten martwy krajobraz. A teraz falochron pokazuje wysuniętą do przodu zdjęcia rurą, niczym oskarżycielskim palcem, jakby zdawał się mówić - czemu zostawiliście mnie samego?

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Olać to!

Nikon D700
Woda to nie tylko źródło życia - to też pojęcie używane w języku potocznym. Olewamy kogoś, lejemy wodę - wszystko to nie ma nic wspólnego z tym zacnym płynem. Można coś rozwadniać, można wylać dziecko z kąpielą. Ale czy można w ogóle mieć alternatywną wodę? Okazuje się, że tak. Pomysł rodem z Anglii - gdzie bywają osobne instalacje wody pitnej - zawitał także do Lichenia.

Aż prosi się aby pod stosownymi kranami umieścić na przykład loga zwalczających się partii politycznych - a wtedy napis o wodzie nabierze głębszego sensu, jeśli takie zdjęcie byśmy zatytułowali "Woda wyborcza". W sumie jednak nie jest to tak śmieszny motyw, jaki mógłby być. W końcu wiele osób specjalnie odwiedza studnie oligoceńskie aby potem w baniakach przenosić "lepszą" wodę do domu. Albo też zamawiają wodę w pięciogalonowych pojemnikach. Zatem "lepsza" woda istniej w naszej świadomości - chociażby jako woda butelkowana. Tu jedynie mamy do czynienia z wodą w ujęciu hurtowym.

niedziela, 21 sierpnia 2011

Pchać się!

Nawet drzwi wiejskiego sklepiku mogą być ciekawe - nie jako same drzwi, ale jako tablica informacyjna. Te drzwi pokazują ciekawą koncepcję wykorzystania motywu tablic rejestracyjnych do oznaczania pism sprzedawanych w tym sklepie. Kłopot w tym, że mniej zorientowanym litery CWA mogą się kojarzyć z jakimś cwaniakiem - a nie tygodnikiem. I na tym polega dodatkowy urok tego zdjęcia, zresztą i tak chyba dość nietypowego.

Nikon D700
Napis "Pchać" (czy też w Wielkim Świecie - "Push") nie jest niczym specjalnym - ale w kontekście tej sytuacji wydaje się jakiś nieomal alarmujący. To zapewne wina kolorystyki plakietki, a także zagięcia samego napisu - które może się kojarzyć z perspektywą czy ruchem. Mamy więc coś pchać - a dodatkowo alternatywę CWA lub CGD - brzmi nieomal jak PIT i CIT ;-)

sobota, 20 sierpnia 2011

Nocne - wracamy do domu

I żeby już nie przesadzać z nocnymi zdjęciami - wracamy do domu. Nocne zdjęcia z drogi są też bardzo ciekawym zajęciem dla fotografa, pod warunkiem oczywiście, że to nie on prowadzi samochód. Można robić zdjęcia jako kierowca, ale nie polecałbym tego jako zbyt bezpiecznego zajęcia. No chyba, że naprawdę jest coś ciekawego do sfotografowania. Ale wtedy raczej powinniśmy na ślepo celować aparatem, a wzrokiem skupiać się na drodze, a nie odwrotnie.

Nikon D90
Zupełnie inaczej jest w sytuacji, gdy ktoś prowadzi za nas. Wtedy można swobodnie skupić się na wykonywaniu zdjęć, eksperymentowaniu z różnymi kombinacjami przysłony czy migawki. I mamy poczucie, że jedziemy bezpiecznie. Oto efekt tych eksperymentów w czasie jazdy drogą krajową - niestety napisu na tablicy drogowej nie da się odczytać. W meta opisie zdjęcia jest informacja, że to droga 9 - zatem zapewne chodzi o krótki dwupasmowy odcinek przed Ostrowcem Świętokrzyskim.

piątek, 19 sierpnia 2011

Noc z ręki na rynku

Czasem zdjęcie nocne jest rozmazane i formalnie nieudane, ale efekt rozmazania jest na tyle ciekawy, że zdecydujemy o jego zachowaniu. Tak było ze zdjęciem zrobionym na krakowskim rynku, w drodze do Zakopanego na plener fotograficzny. Po dokładniejszych oględzinach na ekranie komputera zdecydowałem się je zatrzymać.

Nikon D90
Mimo rozmazania całego zdjęcia mamy tu bowiem dorożkę, która wyszła nieco bardziej ostro - i przez to ciekawie kontrastuje z rozmazanym tłem. W praktyce wyszło tu bowiem niezamierzone nocne panoramowanie, czyli prowadzenie aparatu za ruchomym obiektem. Czasem takie niezamierzone efekty są jednak warte zaakceptowania :-)

czwartek, 18 sierpnia 2011

Po rower - znacznie bliżej...

Nikon D90
Wczoraj jechałem po rower na Litwę, dziś mam do niego znacznie bliżej, bo tylko dziesięć metrów drabiny prowadzącej na przydrożną leśną ambonę. Na ambonie robiłem zdjęcia osób, które tam ze mną były, a także widoki horyzontalne. Kiedy jednak przejeżdżał traktor z przyczepą, postanowiłem uchwycić i ten moment, aby zarejestrować wpatrzenie ludzi z traktora w rowery pozornie bezpańsko porzucone przy drodze - a były to rowery jakości zdecydowanie lepszej niż lokalna :-)

Mój rower nie miał wtedy zamontowanej nóżki (niestety - dobre rowery też są czasem sprzedawane bez fabrycznej nóżki), a drugi rower (też resztą mój, ale starszy) miał nóżkę, ale dość niebezpieczną - bo łatwo było na niej rower przewrócić. Dlatego też oba zostały położone na trawie. Tylko rowerek dziecięcy został - jak widać - na poboczu drogi.

Rowery rowerami, ale pomiędzy nimi znajdował się także mój plecak fotograficzny (czarny) zapewne z wartościowymi przedmiotami (komórki, portfel, dokumenty). Oczywiście mieliśmy na to wszystko oko i teoretycznie byliśmy dość blisko, a okolica była spokojna. Jednak teoretycznie mógł ktoś nadjechać i po prostu plecak zabrać na naszych oczach - dlatego lepiej nie kusić losu ;-)

środa, 17 sierpnia 2011

Po rower na Litwę...

Tak się złożyło, że po rower musiałem jechać aż na Litwę - polski dystrybutor nie chciał bowiem na mnie zarobić i sprowadzić z zagranicy niedostępnego w naszym kraju modelu. Litewski dystrybutor nie miał takich obiekcji, a do tego pisał całkiem nieźle po polsku, więc dogadaliśmy się bez problemu i nie musiałem sięgać po znajomość angielskiego :-) W drogę do Wilna wyruszyliśmy w nocy, za dnia byliśmy już na Litwie. Zabrałem ze sobą oczywiście aparat. I oto zdjęcie wykonane na postoju :-)

Nikon D90
Mucha nie siada? Właśnie siada! Kadr też siadł, bo zmieścił się w nim rozmazany fragment mocowania bagażnika dachowego.  Kubki od moich termosów też siadły, bo zielony mógłby być tak odłożony, aby nie było widać na nim zaschniętej kropli po kawie :-) Za to mucha jest jak najbardziej autentyczna (dla podkreślenia autentyzmu odbija się w błyszczącym kubku) i oczywiście litewska.

W sumie, pod względem fotograficznym, ten wyjazd był bardzo ubogi. Poza kilkoma zdjęciami litewskiej autostrady, która sama w sobie jest ciekawostką, bo przypomina naszą drogę gminną, nie mam zbyt wiele zdjęć z Litwy. Do samego Wilna praktycznie się nie dostaliśmy, odbieraliśmy rower na stacji benzynowej położonej na dalekich przedmieściach.

wtorek, 16 sierpnia 2011

Noc z ręki na ulicy

I dla porównania Ciechocinek w roku 2009, uchwycony z profesjonalnego Nikona D700. Inna jakość fotografowania z ręki, inne zdjęcie, bez szumów i zniekształceń. Technika idzie do przodu, ale wartość zdjęć nie ulega zmianie - nadal najważniejsze jest serce do fotografii i oko, które znajduje temat, a nie zaszumienie matrycy.

Nikon D700
I mam nadzieję, że to się nigdy nie zmieni, bo aparat jest jedynie narzędziem, którym steruje fotograf - a nie na odwrót. Sprzęt może nam ułatwiać robienie zdjęć, które dawniej byłyby nie do pomyślenia, ale to my nadal wybieramy motyw do zdjęcia. I póki człowiek będzie osią fotografii, to fotografia będzie mogła być uznana za sztukę.

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Noc z ręki na deptaku

Zdjęcia nocne wykonane w dawnych latach to zupełnie inna historia. Sprzęt był wtedy znacznie słabszej jakości niż dzisiaj, a mój pierwszy moduł cyfrowy do kamery wideo SONY w ogóle nie robił zdjęć w formacie RAW. Z dzisiejszego punktu widzenia te zdjęcia są słabej jakości. Oto deptak w Krynicy Górskiej w maju 2002 roku.

Moduł cyfrowy kamery SONY
Wartość tych starych fotografii polega oczywiście nie na ich jakości, ale na ich znaczeniu sentymentalnym - bo dokumentują one czas, z reguły bardziej beztroski i przyjemniejszy. Jak kiedyś  powiedział o PRL-u Jacek Fedorowicz - wtedy wszyscy bez wyjątku byliśmy młodsi. I ja też bylem młodszy w czasie używania tej kamery SONY, i czasy były bardziej mile i romantyczne. Więc jakość wspomnień jest niestety odwrotnie proporcjonalna do jakości wykonanych wtedy fotografii.

niedziela, 14 sierpnia 2011

Zmiana archiwum...

I stało się. Po siedmiu latach stosowania DVD (pierwszy dysk nagrałem 22 sierpnia 2004) postanowiłem przejść na Blu-ray. Zakończyłem nagrywanie DVD archiwalnych ze zdjęciami na równym 200 egzemplarzu i zacząłem przeprowadzkę tych zdjęć na niebieskie płyty. Oto zdjęcie płyt, które uczestniczą w tej operacji.

Po lewej archiwum niezgrane, w środku zgrane, po prawej dyski Blu-ray.
Pracowałem na 3 napędach na raz: dołączonym do fotograficznego iMaca Blu-ray oraz dwóch notebookach Apple podłączonych poprzez sieć. Po zgraniu pewnej partii płyt DVD mogłem przystąpić do nagrywania na iMacu Blu-ray, zaś notebooki pompowały kolejne dane do iMaca. I tak dysk za dyskiem przechodził przez ten system. Równolegle zmieniałem spis archiwizowanych katalogów jaki prowadzę w Excelu. 

Korzystałem z jednowarstwowych, 25 GB płyt BD-R. Wybrałem firmę Panasonic jako chwalącą się certyfikatami jakości niedostępnymi dla innych i dającą 50 lat gwarancji na przechowywanie danych. Nagrywam oczywiście z minimalną dla nagrywarki ustawianą prędkością 2x. Obowiązkowo też  zweryfikuje dane. Potem skanuję dysk fajnym programem Disc Catalog Maker RE - który tworzy bazę danych zdjęć z dysku, zamieszczając ich miniaturki. Z tego programu robię także wydruk katalogu dysku (z listą podkatalogów zdjęć) w formie PDF.

Szacuję, że 200 płyt fotograficznych DVD zmieszczę na około 36 płytach Blu-ray. Kupiłem też trzy nowe etui na płyty i mogę w nich zmieścić w sumie aż 1200 sztuk, więc starczy tego na długie lata. Dla osób niewprowadzonych w temat wyjaśnię, że dla mnie ma znaczenie czy płyty są w jednego rodzaju etui, czy nie. Dlatego, w imię zaspokajania mojej odjechanej czasem estetyki, kupiłem aż trzy pudła na 1200 płyt razem.

sobota, 13 sierpnia 2011

Jest burza!

Nikon D90 z ręki, migawka 1,6 s
Skoro wczoraj miała być burza, to dziś jest. I to burza, która została ujęta w bardzo nietypowym, szczęśliwym ujęciu - bo wykonanym z ręki. Zazwyczaj fotografowanie burzy kojarzy się z możliwie jak najdłuższymi czasami ekspozycji, po to aby zwiększyć prawdopodobieństwo trafienia na błyskawicę. Oczywiście w takim wypadku  byłby obowiązkowy statyw, gdyż z ręki otrzymamy zdjęcie zamazane. Chyba, że właśnie zależy nam na zamazanym zdjęciu z wyraźną błyskawicą...

W tym przypadku nie zależało mi na takim zdjęciu - po prostu nie miałem przy sobie statywu i (mówiąc szczerze) nie miałem też ochoty po niego iść. Zdecydowałem się więc na zdjęcia z ręki, przy ustawionym możliwie jak najdłuższym czasie naświetlania. I oczywiście wypatrywałem piorunów, starając się obliczyć ich częstotliwość, aby się w nią wstrzelić. I za którymś razem się udało.

Zresztą ze statywem, czy bez - nie ma to większego znaczenia dla organizacyjnej techniki pracy. W obu przypadkach polujemy po wielokroć na pioruna i przeważnie nam się to nie udaje. Jest więc masa zdjęć do odrzucenia. Chyba, że robimy nocne zdjęcia intensywnej burzy, z dłuższym czasem naświetlania, który gwarantuje nam uwiecznianie co chwila przeszywających niebo błyskawic. Ale zdjęcia burzy za dnia to po prostu loteria :-)

piątek, 12 sierpnia 2011

Będzie burza?

Chmury, szczególnie chyba nad jeziorem czy innym zbiornikiem wodnym, są doskonałymi aktorami w odgrywaniu fotograficznej pantomimy nastrojów. Na prezentowanym dzisiaj zdjęciu można by zobaczyć smutek, melancholię, przyćmienie - czy nawet zbliżającą się burzę. Myślę, że gładka powierzchnia zbiornika wodnego dodatkowo pogłębia ten efekt, gdyż pozbawia nas rozpraszających uwagę detali na pierwszym planie, a jednocześnie odbija obraz nieba.

Nikon D90
Zaś tytułowej burzy wtedy nie było. Po prostu niebo wydaje się groźne - zresztą w rzeczywistości wrażenie jest nieco inne, mniej przygnębiające. Mamy bowiem ogląd całego nieboskłonu i lepiej się wczuwamy w realną sytuację. Na zdjęciu widzimy jedynie wycinek - i na jego podstawie możemy  zupełnie inaczej wyobrazić sobie nastrój tej chwili.

czwartek, 11 sierpnia 2011

Noc z ręki i z góry

Skoro wczoraj pokazywałem nocne zdjęcie domu z dołu, to dziś nocne zdjęcie domu z góry :-) Wizyta biznesowa w jakiejś firmie, która mieści się w mieszkaniu w bloku na osiedlu, może być też okazją do wykonania zdjęcia z okna tego bloku. Szczególnie gdy posiada się przy okazji aparat podręczny, którym był w tym przypadku Nikon Coolpix 8400. Oto zdjęcie praskiego osiedla wykonane w nocy, po udanym spotkaniu biznesowym :-)

Nikon Cooplix 8400
Jak widać, nawet na spotkania biznesowe warto brać aparat, bo nigdy nie wiadomo jaka okazja do wykonania zdjęć może się zdarzyć. Lepiej ponarzekać na dodatkową torbę lub pakunek w torbie, niż potem żałować straconej okazji :-) A okazje nie zawsze da się przewidzieć.

środa, 10 sierpnia 2011

Noc na podparciu o samochód

Czasem bywa tak, że czekamy na kogoś w samochodzie - tak jak ja czekałem przed jednym z warszawskich szpitali, aż kolega odwiedzi drugiego kolegę. Było już ciemno i postanowiłem zrobić zdjęcia nocne moim dyżurnym kompaktem - Nikonem Cooplix P6000. Oczywiście musiałem znaleźć punkt podparcia i był nim dach mojego samochodu.

Nikon Cooplix P6000
Niestety, ten kompakt robi dobre zdjęcia w czułości maksymalnie 400 ISO, dlatego nie ma co za bardzo marzyć o zdjęciach z ręki - podparcie się tu niestety bardzo przydaje. Ewentualnie, jeśli się przewiduje zdjęcia nocne, można zabrać jakiś poręczny statyw stołowy - ja najbardziej polecam świetny Manfrotto 709B DIGI. Jest absolutnie genialny - prosty w składaniu i rozkładaniu, lekki i poręczny, o wygodnej kulkowej głowicy i gigantycznej (jak na tą klasę statywów) nośności - aż 2,5 kg.

wtorek, 9 sierpnia 2011

Światło w tunelu

Ostatnie zdjęcie z sesji zrobionej na wymarłym dworcu w Ełku. Tamtejsze przejście podziemne jest chyba jeszcze z czasów przedwojennych - bo wskazuje na to mozaika na podłodze i kafelki na ścianach. Dziś już takich przejść się nie robi. Dlatego zrobienie zdjęcia takiego przejścia kompletnie pustego jest nie lada atrakcją. Ludzie oczywiście ożywiają każdy kadr - ale czasem chcemy też mieć zdjęcie samego, kompletnie wyludnionego, obiektu.

Nikon Coolpix P6000
O ile zdjęcia z ludźmi są naturalne, o tyle wszelkie zdjęcia odbiegające od normy, mogą się wydawać symbolicznymi w swoim przekazie. Równie symboliczne są zdjęcia pojedynczych osób w takich miejscach. Wtedy łatwo oddać klimat zagubienia lub samotności - i takie zdjęcia też wykonaliśmy wtedy z moim synkiem w roli modela. Jest ono pokazane w innym miejscu.

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Dziecko też ma swoją cenę ;-)

Nikon Coolpix P6000
I jak widać, jest to cena niewysoka - jedynie 2 złote 79 groszy. Oczywiście to cena butelki Coca-Coli wypijanej na wczorajszym zdjęciu. Przypomnę, że zdjęcia te robiłem w bardzo nietypowych warunkach  całkowicie pustego dworca przy pięknej pogodzie. W takiej sytuacji naturalne jest, że w pierwszym rzędzie chcemy udokumentować nietypowość zjawiska. Zrobiłem więc dużo zdjęć peronów i przejścia podziemnego. Ale mieliśmy dużo czasu (czekaliśmy na zakończenia naprawy samochodu) i dlatego zabawiliśmy na dworcu dłużej.



Improwizacja ad hoc jest bardzo ciekawą techniką fotograficzną. Nie zawsze da się racjonalnie przewidzieć jakie motywy można zrealizować w danym miejscu. Często jedno spojrzenie na jakiś przedmiot może podsunąć nam niespodziewaną myśl jego wykorzystania. I tak było z metką cenową butelki Coca-Coli, którą nakleiłem synkowi na czole i wykonałem mu mini sesję w tym "przebraniu". 

Mieliśmy czas, więc były też warunki do wymyślania takich tematów do zdjęć. Inaczej zapewne byłoby w sytuacji, gdybyśmy spieszyli się na pociąg ;-)

niedziela, 7 sierpnia 2011

Na peronie

Rzadko się zdarza, aby cały dworzec był kompletnie wymarły w ciągu dnia, przy świetnym świetle i doskonałych warunkach fotograficznych - ale tak było pewnego dnia w Ełku. Byliśmy tam tylko my trzej: ja, mój synek i mój aparat kompaktowy, który miałem jak zawsze przy sobie. Tym razem nie próżnował - efektem było około 150 zdjęć dworca i synka w dworcowych warunkach. Oto zdjęcie, które można zatytułować "Cola za pięć jedenasta" :-)

Nikon Cooplix P6000
doskonałych warunków do robienia zdjęć należy oczywiście korzystać. Warunki były podwójnie doskonałe - po pierwsze wspaniała słoneczna pogoda, a po drugie - nietypowa (w stosunku do popularnych wyobrażeń) kompletna pustka na dworcu, która nadawała zdjęciom zupełnie nowy wymiar. Zdjęcie dziecka pojącego colę na peronowej ławce nie jest niczym niezwykłym, ale takie zdjęcie na całkowicie pustym peronie ma wymiar symboliczny.

sobota, 6 sierpnia 2011

Noc na dobrym statywie

A to zdjęcia Pragi z widokiem na Warszawę robione z wysokiego wieżowca, przy użyciu tego samego Nikona D200 - ale już ze statywem Manfortto 190 ProB i głowicą kulkową Manfrotto 322 RC2. Inna stabilność, inna jakość robienia zdjęć i celowania aparatem. Ale tak się przecież dzieje, gdy mamy do czynienia z profesjonalnym statywem, dostosowanym w pełni do ciężaru umieszczonego na nim sprzętu.

Nikon D200
W praktyce teraz korzystam z innego statywu. Do wyjazdów mam model analogiczny do 190 ProB (lekki statyw z włókien węglowych Manfrotto 190CX PRO4 z prostą głowicą kulkową Manfrotto 484RC2) - który jest lżejszy i pozwala na szybszą zmianę ustawienia aparatu z pionowego na poziome, bez rozkręcania statywu. Model aluminiowy (190 ProB) jest w tej chwili statywem studyjnym, ale mam do niego profesjonalną głowicę Manfrotto 808 RC4.

piątek, 5 sierpnia 2011

Noc na słabym statywie

Miałem taki zgrabny statyw czarno-żółty z logiem Nikona, chyba firmy Valbon, o nośności dobrej dla aparatu kompaktowego. To był mój pierwszy statyw, zanim kupiłem Manfrotto 190 ProB.  Teraz on jeździ w samochodzie jako statyw dyżurny, ale raczej do lustrzanki za bardzo się nie nadaje, chyba, że zdjęcia zrobi się z samowyzwalacza - dla uniknięcia poruszania statywu w chwili naciskania spustu migawki. Oto zdjęcie z górskiego wyjazdu do Zakopanego robione z tego statywu.

Nikon D200
Robienie zdjęć z takim statywem nie jest łatwe. Przede wszystkim trzeba bardzo uważać, aby nie przewrócić aparatu - statyw jest bowiem mało stabilny i podatny na wywrotki, jeśli ma  na sobie spore obciążenie. Samo ustawianie aparatu też nie jest najwygodniejsze, bo głowica statywu jest dość słaba i przy cięższym aparacie może nie trzymać zafiksowanego ustawienia. W sumie robienie zdjęcia z tego statywu to była sztuka zręczności.

czwartek, 4 sierpnia 2011

Na zjeżdżalni - w kadrze refleksów

Nikon Coolpix P6000
Coś pośredniego na końcu tematu o zjeżdżalni - ani daleka perspektywa, ze sporą częścią rury pozostałą do zjazdu, ani bliska - portretowa. Coś pośredniego - ale nie o sam dystans do aparatu w tym momencie chodzi. Tutaj mamy bowiem efekt niezaplanowany i - ciekawe skadrowanie zdjęcia przez refleksy świetlne, które prześwietliły rurę zjeżdżalni.

W bardzo słoneczny dzień promienie słońca mocno oświetliły zarówno odsłonięty koniec rury, jak i jej, położony na górze, początek. Aparat ustawił ekspozycję ns środkową część, pozostającą w cieniu, a zjeżdżające dziecko szczęśliwie zostało uchwycone w tej właśnie części rury. I wyszło zdjęcie o ciekawym kadrze.

A wystarczyło zwolnić spust migawki nieco wcześniej lub później - i byłoby jedno z, licznych w takim przypadku, nieudanych zdjęć.

środa, 3 sierpnia 2011

Na zjeżdżalni - portret

Nikon Coolpix P6000
Niezmiernie rzadko zdarza się, aby aparat kompaktowy poradził sobie dobrze z portretowym uchwyceniem dziecka zjeżdżającego na zjeżdżalni. Przeważnie bowiem ostrość aparatu (ustawiana przez dociśnięcie spustu jeszcze przed zjazdem dziecka) jest ustawiona mniej więcej na środek rury. W tym przypadku udało się zrobić znacznie bliższe (a przez to portretowe) zdjęcie nie tylko ostre, ale także nie przepalone lampą błyskową.

To wszystko potwierdza prostą zasadę robienia zdjęć w trudnych warunkach ustawiania ostrości - trzeba robić jak najwięcej zdjęć, aby potem mieć szansę wybrania najbardziej udanych. Ciągle przypominam, że współczesne karty pamięci pozwalają na robienie praktycznie dowolnej liczby zdjęć - dlatego nie należy skąpić aparatu, szczególnie w sytuacji, gdy nie jesteśmy pewni wyniku.

wtorek, 2 sierpnia 2011

Na zjeżdżalni - zjazd

Nikon Coolpix P6000
Plac zabaw przy Forcie Bema jest największym w Warszawie, czym chwali się rada dzielnicy, która podjęła inicjatywę jego zbudowania. Jest tam również zjeżdżalnia rurowa o prostej rurze, która pozwala na uzyskanie ciekawych zdjęć zjeżdżającego dziecka. Moment zjazdu jest oczywiście uchwycony przypadkowo, zatem efekt może być różny. Dziś prezentuję zdjęcie, które można nazwać zdjęciem zjazdu.

Na spacer na Fort Bema często wybieram się z  kompaktem - zatem jakość uchwycenia zjeżdżającego dziecka będzie dla niego trudniejsza niż dla lustrzanki. Przy wspieraniu się wbudowaną lampą błyskową można jednak i na kompakcie liczyć na ciekawe uchwycenie zjeżdżającego dziecka w czasie ruchu.

Nie każde zdjęcie oczywiście się udaje - ale też dzieciak nie ogranicza się do jednego zjazdu, więc okazji do wykonania zdjęć też nie brakuje ;-)

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Na konferencji - Larry Ellison

Kamera cyfrowa SONY
Sporo ostatnio zdjęć z Kopenhagi (jednomegapikselowy moduł z kamery SONY), ale w sumie niewiele już ich zostało do pokazania. Moja wizyta w Kopenhadze była związana z Oracle World, na który zostałem zaproszony, i dlatego mogłem być obecny na prezentacji wykonywanej przez szefa Oracle - Larrego Ellisona - dla kilkutysięcznego audytorium.

To jest przykład zdjęcia wykonanego sprzętem, który raczej nie bardzo nadaje się do zdjęć reporterskich - ale sytuacja wymusiła takie jego użycie. Szczęśliwie optyka kamery SONY była na bardzo przyzwoitym poziomie, a zoom optyczny wynosił 18x - zatem potrafiłem odpowiednio przybliżyć obiekt zdjęcia. Jakość jest oczywiście słaba, ale czego wymagać od jotpega o jednomegapikselowej rozdzielczości i nie najlepszym algorytmie kompresji ;-)