niedziela, 25 września 2011

Kiedy rząd schodzi do podziemia...

Początek schodów do bunkra
Wiadomo, że chyba każdy rząd posiada coś do ukrycia. A dokładniej - do ukrycia się, na wypadek wojny. Nawet wojny atomowej. Ale mało kto wie, że atomowy bunkier polskiego rządu położony jest niedaleko warszawy. I każdy może tam bezkarnie wejść...

Historia w betonie
Cały kompleks bunkrów zaczął powstawać we wczesnych latach 60-tych. Prace prowadzono aż do lat 80-tych. W roku 2004 przekazano go Kampinoskiemu Parkowi Narodowemu i od tej pory rzuciły się na niego recyklingowe piranie. Z obiektu wycięto i wyniesiono co się tylko dało. Dziś zostały już tylko resztki...

Te same schody trochę niżej
Niektórzy mówią o bunkrze rządowym, inni o centrum dowodzenia obroną przeciwrakietową Warszawy, służącym także do celów ofensywnych i wyposażonym w miejsce do stacjonowania ruchomych wyrzutni rakietowych. Jakkolwiek by nie było, rozmach tej inwestycji może być imponujący. Z wierzchu wygląda skromnie - większa budowla przypominająca szkołę tysiąclatkę i skromny budyneczek garażowy.

Schody zaczynają się w tym garażowym budyneczku. Niewielkie jego rozmiary sprawiają, że mało kto tu zajrzy. Wydaje się bowiem, że malutki obiekt nie mieści w sobie nic poza kilkoma zrujnowanymi pokoikami. Pozory jednak mylą.

Korytarz na górnym poziomie
Ze ścian bunkra odchodzi farba, tworząc coś w rodzaju białych liści betonowej dżungli. Korytarz, do którego wchodzimy, prowadzi do śluzy odcinającej dostęp do bunkra właściwego. Oczywiście po drzwiach pancernych zostało jedynie wspomnienie. Wróciły, podobnie jak wiele innych elementów wyposażenia bunkra, do ekologicznego obiegu gospodarki narodowej ;-)

Oczywiście nie ma żadnego oświetlenia, ani szybów wentylacyjnych, przez które mogłoby się przedostawać światło. Bez latarki nie można tu się poruszać. Mało kto przewidzi konieczność jej posiadania, więc zapewne w tym miejscu droga większości improwizowanych turystów musi się zakończyć.

Sala dowodzenia
Największą salą w bunkrze jest piętrowa sala dowodzenia, do której górnej galerii jest wejście z pierwszego poziomu bunkra.

Galeria na piętrze sali dowodzenia
Cala sala jest wyciszona niczym studio nagraniowe. Zapewne połączenie względów bezpieczeństwa z chęcią zapewnienia ciszy i skupienia osobom, które w tej sali miały podejmować decyzje o skutkach dla całego kraju.

Widok z galerii na parter sali dowodzenia
Schody na dolny poziom bunkra
Pierwszy poziom bunkra pełen jest zrujnowanych, przeważnie pustych pomieszczeń. W pewnym miejscu zaczynają się kolejne schody, prowadzące na drugi poziom bunkra, a trzeci poziom pod ziemią, jeśli liczyć przejście podziemne łączące budynek "szkoły" z bunkrem. Poręcz schodów znikła, widać okazała się dla kogoś poręczna :-)

Na schodach dociekliwe oko zauważy klasyczny przykład pluralizmu politycznego. Jakaś ręka napisała "Faszyzm to wolność", ale druga ręka skreśliła słowo "wolność" i na jego miejscu zacytowała znane słowo generała Cambronne'a i dla podkreślenia ekspresji dopisała wykrzyknik...

Na drugim poziomie można, oczywiście, zwiedzić parter sali dowodzenia. Jest bardziej imponujący, bo widok galerii i wielkiego sufitu jest naprawdę przytłaczający. A może po prostu działa tu ciśnienie ton ziemi i betonu, pod którymi się znajdujemy...

Ogrom sali widziany z jej dna
Sala jest wyposażona na dole w osobne pomieszczenie, zamknięte za szklaną szybą - być może przeznaczone dla telefonistów i obsługi. Na podłodze walają się skrzynki i inne śmieci.

Dolna kondygnacja sali dowodzenia, po lewej, poza kadrem, zaczyna się pomieszczenie pomocnicze
Zaplecze bunkra
Pisuarowe oczy
Na brak widoczności nie mogłem narzekać - zszedłem do bunkra z moimi latarkami, specjalnie przerabianymi do celów fotograficznych. Bardzo jasne, dające równomierne, miękkie światło. Po to, aby można w ich świetle było robić udane zdjęcia lub kręcić filmy.

Mogłem więc swobodnie penetrować cały kompleks i przeglądać po kolei wszystkie pomieszczenia. Trafiłem na pomieszczenie sanitarne, niestety nie nadające się już do normalnego użycia. Po pisuarach zostały tylko "oczy" w ścianie. Kabina toaletowa (nawiasem mówiąc, zwyczajna o ścianach z płyty wiórowej) kryła w sobie obraz nędzy i rozpaczy.


Najwyraźniej ktoś dowartościował się walcząc bohatersko z ceramiką. A może chciał przećwiczyć sceny z filmu "Matrix"? ;-) Obok znajdował się osobny WC, wyglądający jak paszcza jakiegoś przyczajonego drapieżnika.

Paszcza toaletowego drapieżnika
Nieco dalej znajdowała się jakaś centrala łącznościowa lub rozdzielnia prądu - albo wszystko w jednym. Nie jestem niestety elektrykiem. Stanąłem przed ścianą spoglądająca na mnie oczami tarcz przełączników.

Szkielet dawnej elektrotechniki

Nie tylko cała ściana jest ciekawa, ale także jej detale. Dlatego spędziłem tu kilka minut fotografując szczegóły instalacji. Warto było, bo zdjęcia wyszły świetnie.

Connecting People...
Detale na tej ścianie wyglądały bardzo fotogenicznie, więc wykonałem im kilka portretów. Na spłowiałych nieco karteczkach zachowały się starannie kreślone pismem technicznym etykietki. Ktoś kiedyś musiał być tu osobą trzymającą prąd lub łączność. Taki switch-man. A dziś jest tylko - można tak powiedzieć - jedynie zarys całej konstrukcji.

Czytałem o dwóch silnikach Diesla zainstalowanych w bunkrze dla zapewnienia zasilania, ale zostały po nich jedynie fundamenty. Prawa rynku w połączeniu z ludzką przedsiębiorczością potrafią czynić cuda. A szkoda, bo odpowiednio zabezpieczony bunkier byłby cenną atrakcją turystyczną.

Poza głównym bunkrem 
Po obejściu wszystkich pomieszczeń na dole powróciłem na wyższy poziom bunkra, a następnie na pierwszy poziom konstrukcji podziemnej, ponad samym bunkrem.  Oprócz korytarza podziemnego prowadzącego do budynku "szkoły" znajdował się tam łańcuch pomieszczeń, które wyglądały mi na jakieś śluzy albo miejsca odkażania.

Komory do odkażania? System śluz?
Obok bunkra położony jest ogromna podziemna hala, najprawdopodobniej garaż. Między bunkrem a garażem są zlokalizowane liczne pomieszczenia, zapewne magazyny, warsztaty lub kwatery dla obsługi. W tej hali zmieściłby się duży tor gokartowy lub małe pole golfowe ;-)

Wielka podziemna hala, zapewne garaż - przy okazji widać zasięg mojego podręcznego fotograficznego oświetlenia :-)

Zamiast podsumowania

Zwiedzanie bunkra wspominam miło. No, może z jednym wyjątkiem - klimat bunkra mi nie posłużył. W bunkrze jest wilgotno, wszystko rdzewieje. Jest też chłodno. Przeziębiłem się na dobre. W końcu to była wycieczka do takiej trochę większej piwnicy ;-) Ale cóż, taka jest cena eksploracji nieznanych miejsc. W dodatku położonych tuż przy granicy Warszawy.


W bunkrze zagościł także kapitalizm. Nie wszystkie śmieci są rodem z epoki PRL-u. Na jednym z pokrytych rdzą elementów zbrojenia natrafiłem na puszkę po piwie. Tyskie - nasze najlepsze ;-)



Czyżby w ten sposób ktoś chciał nam przekazać smutną prawdę, że nasza niedawna historia to jedynie małe piwo?

2 komentarze:

Mariusz Zimny pisze...

Fajny pomysł na reportaż, wykonanie też bardzo ciekawe. Nie miałem pojęcia, że blisko W-wy można taki bunkier znaleźć. Pozdrawiam

69MW pisze...

Ja tam bylem wcześniej ale na powierzchni i w ogóle nie podejrzewałem, że niepozorny budyneczek ma wejście do tego bunkra. Naprawdę wszystko świetnie zamaskowane :-)